niedziela, 27 kwietnia 2014

Skała

27.04.2014 niedziela.


 Po dniach deszczu i niepogody, co oczywiście miało swoje skutki. Na dzień obecny trudno powiedzieć, czy negatywne, ale architekt uwięziony w domu przez pogodę, rozkładał na czynniki pierwsze GOTOWE już wnętrze. A co za tym idzie, znowu(!) zmienił się układ pomieszczeń. Kuchnia wyprowadziła się spod schodów, co skutkowało wielkim obrażeniem się łazienki i ta w ramach solidarności też dała nogę ze swojego miejsca. Jak się szybko nie zabierzemy do budowania ścian to obie gotowe w chwili architektonicznych uniesień wyprowadzić się do garażu. I jak się tu nudzić? Jak już udało mi się dokonać rzeczy niemożliwych i upchnąć całą kuchnię pod schody, to teraz dostałam dwa razy więcej miejsca i znowu nie wiem co, gdzie i jak. Architekt chciał spełnić moje skryte marzenie o drzwiach balkonowych w kuchni i voila, mówisz - masz.
foto. http://www.domywstylu.pl

Podobają mi się też meble zabudowane w ścianę, więc i ściana jest.
foto.link

fot.link
fot. http://www.kronospan.cz
Tylko teraz gryzie mnie pytanie: gdzie ja wcisnę stół. O TV na razie solidarnie z Pietrkiem milczymy. Chociaż ostatnio podglądnęłam, jak przeglądał ofertę TV a dziś pytał sąsiadów o antenę, nooo znaczy się będzie TV. 

 Im dalej tym mamy mniej okien, wczoraj "zamurowaliśmy " kolejne. Miało być pod schodami i zrobiło się jakieś takie kulawo małe, więc... Doszły za to drugie drzwi na taras :)



 W ramach naszych archeologiczno/zbieraczych zainteresowań Pietruś postanowił wykopać dzisiaj słup elektryczny. Niestety, bezskutecznie. Od góry trzymały go przewody elektryczne a od dołu 3 grubaśne kable. I pomyśleć że miał być tylko jeden a tu taki surprise. Dobrze, że już wiemy gdzie idą, tzn w którą stronę, to może pan koparkowy ich nie uszkodzi. Nasz jest spisany na straty. nie ma opcji, żeby przeżył wykopki. Ale panowie elektrycy, ludzie o wielkich sercach i bezkresnej cierpliwości napewno zamontują nowy. Najpierw chcieliśmy, żeby nam włączyli prąd, potem chcieliśmy nowy licznik, więc prąd wyłączyli. Potem nowy licznik się nie zmieścił do starej skrzynki to założyliśmy nową skrzynkę, więc go znowu włączyli i zaplombowali, a teraz chcemy, żeby odłączyli a potem żeby załączyli i znowu zaplombowali...aaaa zwariować można. A i będziemy jednak przenosić skrzynkę z prądem w inne miejsce HA! To się nazywa organizacja pracy. :)


Skoro pogoda dopisała (było 26 stopni :) , postanowiliśmy się dotlenić. I zobaczyć skałę za chata. Skała okazała się górką całkiem sporych rozmiarów i dość stromym podejściem. Widok z góry był cudny i nawet fakt,że sapałam jak lokomotywa nie przeszkadzał w achach i ochach.



:)
Czerwony dach w tle, to centrum balonowe :)
Można tam było wejść i tak.



sobota, 26 kwietnia 2014

Deszczowo

26.04.2014 sobota

MTA (murarz, tynkarz,akrobata) się nie pojawił, przekłada spotkanie na wszystkie możliwe terminy, oj oj źle to wróży. Nie lubimy niesłownych ludzi. Na chatę postanowił za to dotrzeć kolejny ślusarz. Podobno lubi myśleć na miejscu hmm. Sam projekt na papierze to dla niego za mało. Pytania zadawał z prędkością karabinu maszynowego i miał z lekka inne spojrzenie na schody niż my. Dobrze, że zabrał kolegę, ten przynajmniej nie był na dopingu i nie wciskał mi na siłę balustrady. Wrr. Pogoda nie dopisuje. Deszcz za deszczem, burza za burzą, wszystko rośnie!!! Przed wykopaniem korzeni musimy znaleźć miejsce w którym wkopany jest kabel od prądu, podobno nasz słup obsługuje jeszcze 2 chaty gdzieś daleko nad nami w lesie. Aaaa! Jak na razie to udało się tylko 2 razy łopatę wbić, bo co chwilę leje. W krzakach zakwitły konwalie, jak na mojej działce to chyba mogę sobie je pozrywać? Obok domu kwitną krzewy bzów, sakra nie do wytrzymania taki intensywny zapach. Czuje się jak bym głowę do buteleczki z perfumami wsadziła.





Pół dnia spędziłam na myciu szkła znalezionego w chacie, każdy kieliszek z innej parafii. Szkło jakieś takie nienormalnie cienkie a potłuc się nie che;/ oczywiście przez przypadek:) Żal wyrzucić, bez sensu zostawiać ehh nie lubię takich sytuacji. Powędrowało wszystko do piwnicy.....może kiedyś nadejdzie ich dzień.
 Zbieram się do męczenia stolarza. Do komody dołączył stolik. Teraz już tylko jakiś odjechany kolor trzeba wybrać, może żółty taki ciut głębszy niż mucholepny i czarne nogi, z różowym to chyba przesada.
fot.nanovo.cz
fot.modernizmdesign.pl





fot.starychmebliczar.pl

Brakuje mi jeszcze krzesła. Jedno mam już upatrzone, ale to na razie bardzo odległa przyszłość, jest to starszy brat fotela Arvika z Ikea, który mamy w domu, ale tamten był w radosnym kolorze i nie wiedzieć czemu został wycofany :(



fot.http://poshouse.ru

Jak na razie w planach brak jakiejkolwiek szafy, za to do planów dołączyła kolejna komoda :)



fot.http://www.livinginside.it


 Zafascynowała mnie ostatnio lampa Empirico Light Karima Rashida, to ta pozioma długa..
fot. link


 oraz wykopana na e-bayu VERTIGO
fot.http://www.archiproducts.com

No ale fascynacja fascynacją, podobanie się, podobaniem ale nie wszystko chcę wcisnąć do mieszkania. Tak, że K. możesz spać spokojnie :)

czwartek, 24 kwietnia 2014

Firma D.


24.04.2014 czwartek.

 I jak się tu nie denerwować... 

Druga firma od okien, nazwijmy ją np. D. nie dość, że nadal, to jeszcze do tego uparcie, milczy. Czytałam kiedyś na forum Muratora, że niektórzy zainteresowani czekają na odpowiedzi z wyceną kilka tygodni...
To nie dla nas. 
Firmę od okien już wybraliśmy. Firma jakaś nasza, znaczy się tutejsza :)
Rolety antywłamaniowe też wybrane, firma też nasza, znaczy się z Polski. :)
 Okna i drzwi mają być dwukolorowe, z zewnątrz antracyt a od środka białe i szyby maja mieć :) 
Zastanawialiśmy się nad szybami przeciwsłonecznymi, czyli nad zastosowaniem w oknach szkła absorpcyjnego albo refleksyjnego. Ale po przetrawieniu tematu nam przeszło.  Drzwi wewnętrzne będą białe w kolorze białej bieli, drzwi zewnętrzne będą dwukolorowe, tak jak okna, od zewnątrz antracyt a od środka biel. Rolety anty... antracyt. Żaluzje wewnętrzne  :( nie wiem, siatka, na, a właściwie przeciw w kolorze żadnym, najważniejsze, żeby wieczorem okna można było otworzyć, i żeby żadne paskudztwa nie wlatywały.

Ci od okien mają wszystko zgrać, przywieźć, zamontować i totalnie żadnych z tym problemów chłopaki nie mają, ani nie przewidują. No to super. Czas realizacji zamówienia ok 5 tyg.


Dziś popołudniu ma się na chacie pojawić MTA (murarz, tynkarz, akrobata). Ustalimy terminy i zakres prac, bo do okien i drzwi tarasowych muszą być wykute nowe otwory. Poza tym, trzeba wzmocnić konstrukcję stropu pod kominek, nie żartowałam ten będzie ważył ok 900 kg.


Zapadła nareszcie decyzja dot schodów. 

W chwili obecnej na biurku u konstruktora leżą dwie wstępne wersje schodów, podobne z założenia do tych poniżej. Maksymalnie minimalistyczna konstrukcja, całość z blachy raczej płaskiej ale o ryflowanej też myślałam. Po obliczeniach wytrzymałościowych ślusarz dostanie do wyceny i się zobaczy.


 Zdjęcie z galerii Chuck Ferraro.  

Zdjęcie:  stair porn.org .


      Zdjęcie : homedosh.com. Schody z Hotelu Gray w Mediolanie 


Zbliżamy się do stanu "0", czyli czas na profesjonalistów.
Firma od dachu została wybrana, trwają ustalenia dot. terminu. 
Świerk i jeden krzew jałowca został wycięty, czekamy na koparkę. Ta to dopiero zawojuje naszym światem.

Roboty rozbiórkowe posuwają się naprzód.
Pracownicy jak, na profesjonalistów przystało, pracują tylko na sprzęcie 1-szej klasy.





Na poddaszu padł bastion z polska zwany supremą. Na parterze ściągnięta została boazeria, teraz pora na odeskowanie na poddaszu, ścianki działowe i futryny drzwiowe, potem polecą podłogi....a potem wszystko zbudujemy od nowa czyli podłogi, ścianki działowe i drzwi :)
Złom pojechał na złom, drewno zabrał P. w najbliższych dniach ma zostać wywieziony gruz.

 



 
Boazeria na ścianie do końca trzymała fason.


 Stolarz był kreatywny, na suficie położył dębowy parkiet! Tutaj inny rodzaj kreatywności, oto do czego można używać krzeseł ogrodowych.


 Murarze się uczyli, ale przecież KAŻDY musi gdzieś zacząć. Miejmy nadzieję, że ich następna ściana nie musiała być zakrywana boazerią.


Walczymy,💪 dzielnie walczymy, ale co najważniejsze, cieszymy się tym jak dzieci.
Tak, do następnego wpisu😃.



wtorek, 22 kwietnia 2014

Święta i mrówki.

22.04.2014 wtorek po lanym poniedziałku :) 

I tak, w ferworze remontowej walki niespodziewanie nadeszły Święta. Trzeba się było zająć łapaniem zajączka, malowaniem jajek. Był oczywiście także aspekt filozoficzny, odwieczne szukanie odpowiedzi na pytanie co było pierwsze jajko, czy kura?.....(Uprzejmie donoszę, że w czeskiej TV twierdzą, że kura.)

..........A może dąb czy grab ?


 Poza tym, dopadła mnie także niemoc twórcza, nie wiem czy to reakcja na brak pomysłów na schody, czy tęsknota za Polską, wszak to moje pierwsze Święta za granicą.... 
Pogoda dopisała, było pięknie, słonecznie, soczyście i pachnąco. Pietruś wyciągnął mnie na spacer do lasu, było cudnie. Sprzęt chyba za cienki jak na tyle soczystości posiadam, bo zdjęcia nie oddają kolorów, zieleń była zieleńsza, błękit bardziej błękitny a do tego słońce świeciło mega ostro... TAK, to napewno wina słońca. Najważniejsze znaleźć winnego, mój aparat od razu poczuł się lepiej. Jako karę, wymyśliłam, że słońce przez całą noc nie będzie świeciło.
  Przy okazji dowiedziałam się, dlaczego rodzice wysłali Czerwonego Kapturka samego przez las do babci? Wiecie? Bo nie byli szczepieni przeciwko kleszczom, Ha! A Czerwony Kapturek był. Ha! Tak w tutejszej TejVej reklamują/namawiają, żeby dorośli się szczepili. No też ładnie. 

Na działce sypnęło kolejnym kwieciem. Z każdym dniem mnie ten ogród zaskakuje. Poprzednia właścicielka musiała kochać zieleninę, we wszelkiej postaci, bo z dnia na dzień kolekcja rośnie.
Funkia /hosta/ jak kto woli. O! Nawet się gajowiec żółty załapał - liście jak od pokrzywy ale w srebrzysto/białe ciapki. Załapało się tez obuwie turystyczne ;) kolor szary z czerwono/czarnymi sznurówkami.
Dąbrówka rozłogowa.
Goździki skalne, skąd toto wylazło? Petr mówi, że ze skał. 
Pięciornik krzewiasty a w tle barwinek.

Poziomki.... mmm będziemy testować moją alergię :)
  W ogrodzie, poza w/w roślinami, jest sporo innych już rozpoznanych i opisanych. Kilka z nich to: juki kalifornijskie - duże krzaczory, pewnie oddadzą swój żywot jak sprzęt ciężki wjedzie. Skoro przy małej roślince korzeń był dłuższy niż ona sama to przy takich krzaczorach korzeni sobie nie wyobrażam. W tle za jukami panoszy się irga oraz dwa gigantyczne jałowce. 

W uroczych donicach rośnie rozchodnik ostry ;)
Złotlin, bidny jakiś, ale popracujemy nad nim.


Piwonie. Się dopiero okaże, jak zakwitną co za jedne.
Na pierwszym planie wilczomlecz złocisty, w tle (na naszej działce chyba wszędobylski) barwinek. W lewym rogu jeszcze nie kwitnący gajowiec żółty a w prawym pierwiosnek lekarski.

  Bezruch na cichej i spokojnej drodze, w okresie Świąt wyparował jak kamfora. Uaktywnili się spacerowicze, turyści na rowerach, turysto-spacerowicze na koniach. Wszyscy podążali w bliżej nieokreślonym kierunku LAS. Bliżej nieokreślonym, bo można w prawo, w lewo, prosto i wszędzie coś jest. A to skała, a to zamek, a to jakieś ruiny, a to następny zamek, a to nowa gospoda, na razie nie ma co polecać, uczą się. No, chyba że ktoś lubi czekać na piwo 30 min....wrr o gorących posiłkach nie będziemy na razie pisać. 
Trzeba będzie poważnie pomyśleć o szybko rosnącym żywopłocie. 
Wracając do koni, odwiedziły nas ostatnio dwa. Jeden jakiś taki zarośnięty, ale spokojny i stateczny i taki noo, przeciętny. Drugi gibki, prężny, co się na koniach w ogóle nie znam to jakiś taki lekko według mnie z arabska był. Prezentował się fantastycznie. Normalnie miodzio, no nie, żebym od razu o salami pomyślała, było poprostu na czym oko zawiesić. I A. się na nim świetnie prezentowała, to są te chwile gdzie przez głowę z prędkością światła przelatuje mi myśl, że "mogłabym chcieć" jeździć konno. Sielski obraz burzył wywalony na lewo jęzor owej pięknej kobyły, oraz baaardzo ale to baaardzo nerwowe zachowanie. W samochodzie to hamulec nacisnę a tu.... ta myśl sprowadziła mnie na ziemię.
 A. nam wytłumaczyła, że koniu nerwowy jest, bo mrówki latają. No i masz. No, ja niby też nerwowa jestem jak mi coś dookoła głowy lata a tym bardziej jak to są gigantyczne mrówki ze skrzydłami, ale żeby od razu jęzor wywalać... Dobrze, że to trwa podobno w granicach 2-3 tygodni, bo tak, to z lekka niewygodne by było. Mam na myśli oczywiście wysychanie języka...



Co się tyczy latania, to sobie chyba z Pietrkiem kurs zafundujemy. Przestrzeń schodowa kurczy się nam z prędkością światła. Za chwilę to już tylko magik będzie mógł tam schody postawić. Tak, że umiejętność latania może być przydatna. Kuchnia wylądowała pod schodami, ewentualnie jak kto woli schody wylądowały nad kuchnią. Uwielbiam łamigłówki, typu: jak zmieścić lodówkę, piekarnik, mikrofalówkę, ekspres do kawy, czajnik, zlewozmywak, płytę indukcyjną i blat roboczy na przestrzeni dł. 2,10 m. i jeszcze bez górnych szafek, bo schody tam mają być. Żeby nie zanudzać o talerzach, garnkach, kubkach, szklankach i innych tego typu drobiazgach nie wspomnę. A Pietrek się dziwi, że spać nie mogę. Jest opcja wbicia się do łazienki, tylko że wtedy z łazienki kiszka się robi i zyskuję tylko 60 cm, no niby zawsze coś, jak na wciśnięcie lodówki to rzekłabym nawet spore coś. Oki, zrobię się na bóstwo i mykam na spotkanie z architektem.

 O! Byłabym zapomniała, Poczta Polska dostała dziś u mnie +. Normalnie trwam w szoku. List polecony, priorytet, nadany w środę o godzinie 19:40 czyli tak jak by już w czwartek, dziś w godzinach rannych pojawił się u mnie :) Myślę, że to NAPEWNO przez znaczki, a raczej ich ilość ta robiła wrażenie.  A przecież po drodze były Święta.... No i jak na potentata przystało, mogłam sobie monitorować drogę przesyłki po numerze. Łał, normalnie łał. Wiem, wiem koperta wymięta jak święci pańscy po imprezie w Boże Ciało, ale M. to przewidział i zabezpieczył papierzyska i nic się nie wymło w środku. HA! Da się? 


czwartek, 17 kwietnia 2014

Pan O i sklep medyczny.

17.04.2014 czwartek.
Normalnie sukces! Wczoraj odezwał się pierwszy z zapytanych producentów okien.
Pan nazwijmy go "O" pracował nad swoją odpowiedzią 4 dni. Odliczając oczywiście weekend. Żeby nie było, że się czepiam. Mają na stronie informację, że odpowiedź zostanie udzielona w ciągu 24 h. Na pewno, chodzi o h robocze. Czyli licząc 8 h na dzień ... no to by się nawet mogło zgadzać + wysyłka ;). Ale, najważniejsze że odpisali! I do tego jaka treść! Po 6 linijkach zawijanego tekstu w stylu : dziękujemy, jest nam miło, itd (napisanego czcionką Arial, rozmiar jeśli ktoś potrzebuje sprawdzę) Pan "O" wstawił link z adresami przedstawicieli handlowych na terenie kraju i grzecznie zasugerował, żebym sobie wyszukała kogo tam chcę. Czyli, do kogo mi najbliżej. No i oczywiście żebym SIĘ jeszcze raz zapytała. Kropka.
 Szelmowski uśmiech jaki wykwitł na obliczu Pietrka był wart uwiecznienia, ale jak na razie nie będę z niego robiła celebryty. 
I jak? Ja się pytam, mam tu .onoru ojczyzny bronić?
I jak? Kontynuując dopytywanie się, reklamować nasze, ponoć dobre krajowe produkty? No jak? 
Bo w tym kraju, za górami o naszych produktach, wcale, niestety, tak dobrze nie myślą. :(
 Studenci mi pocisnęli, że bez zdjęć planowanych wizualizacji chaty moje wpisy lekko zbladły:( No dobrze, posiedzę nad tym dziś.
 Wieczorem jest finał hokeja, grają podobno jacyś nasi z naszymi i Pietrek jedzie na mecz. Więc, jak tylko skończę nicnierobienie w domu, (no bo przecież w domu nie ma co robić) to siądę nad tym. 


Siedziałam nad tymi zdjęciami X godzin i dalej jestem taka głupia jak byłam :( Martwi mnie to okropnie. A mętlik w głowie mam potężny. Mam nadzieję, że szkodliwość moich czynów będzie znikoma :( i żadna z osób/właścicieli zdjęć nie przywali mi np. .. z liścia... albo jeszcze gorzej. 

No...stracha mam, no. 
Tak więc, jeśli można,APELUJĘ do wszystkich:

 Jeśli znalazłeś/znalazłaś na moim blogu zdjęcie którego jesteś autorem i nie życzysz sobie abym je udostępniała, to skontaktuj się ze mną, będzie mi przykro, ale je usunę. Z góry wszystkich przepraszam za niedogodności. Wybaczcie, dopiero się uczę.


...........Podobno z prawnego punktu widzenia takie oświadczenie jest bezwartościowe:( buuu......


Swoją drogą dziś znalazłam coś takiego jak statystyki czytania MOJEGO bloga. I... oczy mi spadły na klawiaturę. Jakieś amerykańskie ludzie go oglądają, z systemów operacyjnych które, żeby tu wpisać bez błędów musiała bym skopiować. AAAaaaa!!! Czyżby jakaś inwigilacja?


A teraz zza innych drzwi.

 Ilekroć przebiegałam przez krakowski Kazimierz, to zawsze ciągnęłam nosem po szybie wystawowej jednego sklepu . Tak, jakoś niestety bywałam tam bardzo rano i zawsze było bardzo zamknięte :(a tam tyle dobra wszelakiego było, mmm. Kiedyś, gdy debatowałyśmy z K. o trafności wyboru koloru obicia fotela widocznego przez szybę, oczywiście znowu w godzinach nieprzyzwoicie porannych,  przechodząca Pani/babcia też zapuściła żurawia. No, wiadomo, jak ludzie zaglądają do środka, to NAA-PEWNO jest tam coś ciekawego. Pani/babcia, na widok krzesła Les Arcs Chairs zapytała "czy to nowy sklep ze sprzętem medycznym?" 


W następnym zdaniu będą same !!!!!!!!!! bo piorunów jeszcze nie umiem z klawiszy wstawiać :). Nasze miny były chyba jak z reklamy, bo Pani/babcia zdematerializowała się w sekundzie. A krzesła, są na mojej liście wyposażenia chaty :), tylko jak do tego dokoptować stół? Inspiracją jest dla mnie szklany blat + drewniane strugane nogi, autorstwa Pana Pawła Grunerta . 




fot.P.G.


Serce rośnie, że Polacy też potrafią, tu pozwólcie, że napiszę dużymi literami, przez szacunek, TWORZYĆ. Oooj bardzo mi się u Pana na stronie podoba, oj bardzo. U Pana Pawła w oko wpadły mi też drzwi, ale tu, chyba jednak zostanę przy innych, które od lat panoszą się w mojej głowie. Mianowicie przy drzwiach z Muzeum Etnograficznego w Splicie. Dokładnie z Pałacu Dioklecjana. Foto moje, a i autora drzwi też kiedyś odnalazłam. Pytanie czy i teraz mi się uda. Coś ciężko mi idzie :( a z tabliczki znamionowej przy drzwiach nie mogę odczytać.









K'woli wyjaśnienia, ja nie chcę sobie takich drzwi wstawić, ja chcę sobie takie drzwi na ścianie powiesić. No co, ludzie mają różne pomysły, a ja mam właśnie taki :) 
Ogłoszenie: Szukam zdolnego ślusarza, najlepiej z moich okolic :) Moich, jak się własnie okazało, jest w tej chwili pojęciem nie tyle szerokim co raczej długim (wyszło jakieś 450 km).

Szukając w sieci coś więcej na temat mojej, zakupionej wraz z chatą komody, przez przypadek odkryłam polską stronę z designerskimi rzeczami! Super!

Początkowo chciałam napisać z klimatycznymi rzeczami, ale zarówno słowo klimat jak i klimatyczne dla każdego oznacza coś innego, więc nie zagłębiajmy się w temat gustów i guścików. 
 Komoda którą wyszperałam na poddaszu w nowej odsłonie mogła by z powodzeniem wyglądać właśnie tak, jak na w/w stronie wyglądała jedna ze sprzedanych. Dla mnie bomba! 
fot.http://www.modernizmdesign.com/pl

Do tego, jak ulał by pasował jeden z krasnali Baddy na którego zaczynam mieć ciśnienie, (Pietrek mówi, że to się da leczyć) tylko no właśnie, na którego? Wzrost 55 cm, normalnie kawał chłopa :) W tym miejscu apeluję o niewykupienie wszystkich, gdyż, ponieważ ja naprawdę myślę o jednym. 
fot.https://www.touchofmodern.com


fot.http://www.dakint.cz

środa, 16 kwietnia 2014

Archeologia.

16.04.2014 środa.

Wczoraj ok 10:00 pojechaliśmy na chatę. Był z nami NA (niezależny architekt)L. Ziornoł, oblukał, popatrzył, zaglądnął, kuknął, raz jeszcze popatrzył i z tajemniczym uśmieszkiem odjechał. Hmmm. Teraz już wiem co kombinował. Ale wczoraj miałam chyba nietęgą minę. Myślał nad planami postawienia klocka, bardzo się mu ta koncepcja spodobała, no i wiadomo, że w tym momencie musi nastąpić jakieś „ale“, więc następuje.
Ale, rejon jest objęty zakazem budowy, więc jeśli chcemy coś wybudować to musimy to robić w obrysie istniejących murów... No to super – że się wtrącę ...i dachu . O to już nie super. Klocek miał kątem swojej bryły wystawać nad dach. Wrrr. Trzeba będzie architekta pomęczyć o koncepcję typu: najedzcie się wszystkie zwierzątka mam na myśli zarówno wilka jak i owcę. Reszta pomysłów super i jak najbardziej akceptowalna. Jako bonus dostałam westchnienie, że to będzie ale wyglądało. Ho! Ho!


Popołudniu znowu pojechaliśmy na chatę. Wyjazd tym razem był w 100% zgodny z naszymi zainteresowaniami. Czyli w celach typowo archeologicznych. Pietruś uzbrojony w łom, siekierę i coś chyba jeszcze a ja w aparat foto. I nastąpiło to, co nastąpić powinno jakieś 2 tygodnie temu. Została wykonana sonda w podłodze, suficie i ścianach, nawet komin został prześwietlony, zdjęcia "cykałam" jak w Istambule w pałacu Topkapi. Ręka do komina i lampa waliła po ścianach. Różnica widoczna gołym okiem. W Haremie ktoś sprzątał.
Najważniejsze, że widać światełko w tunelu.


Tutaj ciekawostką jest wielkość otworu rewizyjnego 1,5 m.
Przewód kominowy w Haremie, średnica ok 1 m.

Wynik wykopków, a raczej włamów jest zadowalający. Strop nad garażem nie wchodząc w szczegóły, a było by co opowiadać - beton. Strop nad parterem drewniane legary, od spodu odeskowane i od góry odeskowane. Z grubsza wyglądają na zdrowe. Ponieważ tym razem nie lało, ale za to sypało śniegiem odpuściliśmy sobie wspinaczkę na dach, żeby zinwentaryzować jego budowę. Jak się uda to może dziś to zrobimy. 

A! Właśnie! Poznaliśmy najbliższych sąsiadów :), jak się okazało, Ci emerytami nie są. Młodzi (to słowo w dzisiejszych czasach bywa jednak nadużywane) ludzie z dwójką dzieci, dziewczynką i chłopcem. Są właścicielami tej biało-brązowej chaty obok nas od 5 lat. Mieszkają niedaleko. Zaprosili nas na zwiedzanie swojej chaty. Miłe. I my tacy uwalani praktycznie wszystkim, w buciorach na salony. Chata zadbana, czyściutka, posprzątana, taka NORMALNA, no mam nadzieję, że się właścicielka za to określenie nie obrazi. Przez chwilę im współczułam, że będą mieć nas za sąsiadów. Nas i nasze pomysły. Granica biegnie przy ścianie ich chaty. Poznaliśmy też innych sąsiadów. Tych akurat z tej gorszej strony. Robili sobie wycieczki na nasze hektary i wykopywali grabki, znaczy się małe graby. No ja z łopatą za 5 grabkami latać nie będę, jak już coś, to jest mi z 700 szt na żywopłot potrzebne. A i tak na hektary sprzęt ciężki będzie wjeżdżał,więc... Ale było by miło, gdyby przyszli, zapytali...." widzimy, że kupiliście chatę, czy ta działka też Wasza, a czy możemy, czy by Wam nie przeszkadzało" i takie tam... no, było by miło. Nawet bym im pozwoliła, z dobrego serca oczywiście, wykopać sobie te koszmarne 30 korzeni, które tam zostały po wycince dużych drzew. Jak by tylko chcieli. No co? Przecież ludzie mają różne pragnienia.

16.04.2014 środa.
Właśnie wróciliśmy do domu. Ehh ciężki dzień. Rano, sąsiadka gotowała obiad! Czułam się jak bym siedziała u niej w garnku i to dokładnie pod pokrywką, tam gdzie się tłuszczyk z pary zbieraaaa. Nie wiem co jest ostatnimi dniami z wentylacją, czy ciśnieniem ale...zapachy żyją swoim własnym życiem i podróżują. Kosztowało mnie to słownie: jedną-tabletkę-przeciw-bólową w skrócie tpb., głowa mi pękała. No od zapachu zapachu, niektórzy tak mają. Do wieczora ilość tabletek urosła do 3 szt. Na chacie poukładaliśmy boazerię w bardzo zgrabne kupki, żeby Pawłowi było łatwiej je zabrać. Co poza tym, hmm. Pietrek przegonił mocno opalonego pana, który szperał w naszym złomie. Mało tego, obstawia nawet, że do soboty złom wsiąknie. Zobaczymy. Zwój kabla już się rozpłynął, ale to napewno przez deszcze niespokojne.

Siłą, bo siłą, ale została do domu doprowadzona/doniesiona gałązka z kwiatami, oczywiście zerwana we własnym ogrodzie, z własnego już krzaka w celu, zidentyfikowania i założenia kartoteki. Krzew a raczej jego kwiaty pachną nieprzyzwoicie mocno, kwitną obficie i piętrowo i ciekawi mnie jak długo... Jak skończy kwitnienie, to zostanie skrócony, wykopany i przesadzony do poczekalni, czyli przedogródka. Tam będzie mieszkał, aż nie nastanie koniec końców i wtedy zostanie ponownie posadzony już na docelowe miejsce :).  

Podejrzany został zidentyfikowany, założyłam mu kartotekę i teraz figuruje pod swoją prawdziwą nazwą: Wiciokrzew Przewiercień (Lonicera caprifolium) potocznie nazywany "kapryfolium". Kartotekę umieściłam w dziale: Niebezpieczni, gdyż, ponieważ roślina jest trująca. Tak, więc wszystkich odwiedzających nasze jeszcze robocze "3-strony" uprasza się o NIEJEDZENIE kwiatków, bo może być groźnie!