sobota, 31 maja 2014

Słodziaki i pierwszy 1000


Pękł pierwszy tysiąc! TADAAAM!!! 
W tym miejscu oczywiście serdeczne podziękowania dla wszystkich: wytrwałych, tymczasowych i przypadkowych. Madzia, słyszałam, że to Ty zamieniłaś 999 na 1000 :) fenkju, fenkju fenkju.

 Na chacie chwilowo spokój, zamówiliśmy blachę, mają ją przywieźć 10.06 i pewnie, jak już się zdążyłam zorientować właśnie WTEDY ją przywiozą. 
 W tym tygodniu mieliśmy kolejne spotkanie z człowiekiem od schodów, chyba zaczynamy widzieć światełko w tunelu.  Zamówiliśmy okna.
 Pojechaliśmy skosić trawę, krzaki i inne tatatajstwa przy górnej drodze dojazdowej, przy dolnej trawę skosiło nam miasto :)



Po 2-ch godzinach zaplanowana praca została zrobiona a kosiarz miał totalnie dość :( 
W ramach odpoczynku poszliśmy zrywać kwiatki :)



Potem kwiatki siup siup do zalewy.




24 h. później syrop gotowy :)


Żółty kożuszek to pyłek kwiatowy. Syrop jest tak pyszny, że chyba jutro znowu się poświęcimy i będziemy łazić po krzakach.



 Nad okolicą przetoczyło się jakieś mega burzysko i jak to przy napowietrznej sieci elektrycznej czasem bywa, pieruńsko trzasnęło gdzieś, w coś i dwie chaty obok straciły cały sprzęt od anten satelitarnych zaczynając a na wszystkich sprzętach wewnątrz kończąc. Nam spaliło wszystkie możliwe korki, te na słupie i te przed licznikiem i być może coś tam jeszcze, ale to już chyba po drodze :). W środku nie mamy nic, więc szkody żadne.  Ale nauczka/ostrzeżenie jest i w poniedziałek będziemy z ekipą elektryków rozkminiać, co zrobić, żeby w przyszłości uniknąć takich niespodzianek. Instalację odgromową na dach mamy zamówioną i ta będzie montowana po ukończeniu dachu. Ale tutaj to inny problem.

Zadzwoniliśmy do eonu i zgłosiliśmy brak prądu i co? I pół godziny później elektryk dzwoni, że jest na miejscu i naprawia....dla przypomnienia, jest sobota, godzina 17. Da się? Normalnie, DA SIĘ!!!  



niedziela, 25 maja 2014

Lord Vader w czerwieni.

Tydzień zaczął się jak w filmach Alfreda Hitchcocka. Na początku było trzęsienie ziemi a potem napięcie 
już tylko rosło. 

 Został wykonany próbny odwiert  hydrologiczny. Sprzętem kierował Lord Vader w czerwonym płaszczu. Ochotnicy zażywali (podobno odmładzających) kąpieli błotnych.



 Kopaliśmy drugą, tym razem rozsączającą studnię/jamę na wodę deszczową. Wsypaliśmy tam 12 ton drenażu i zasypaliśmy 80 cm warstwą ziemi. Teraz, obczajam co tam mogę posadzić.




 W sobotę o 8 rano mieli się pojawić, zgodnie z obietnicą dwaj młodzi i gibcy panowie od dachu. Do tej pory pogoda ich skutecznie wstrzymywała. Przyjechaliśmy wcześniej, o 7. I co? I oczywiście już byli i czekali na nas.

Ehh, niemoc mnie jakaś ogarnia. Nie jestem przyzwyczajona do tego, że jak fachowiec powie, że przyjedzie o 8 rano w poniedziałek to nie dość, że przyjeżdża, to jeszcze przyjeżdża wcześniej i jest przygotowany do pracy. I nic nie sępi. I nie narzeka, i wogóle jest OK. Hmm, dziwne to jakieś.

Mają w dwa dni ściągnąć stary eternit wraz z papą, wymienić uszkodzone drewniane elementy konstrukcji dachu, zaimpregnować wszystko, położyć folię dachową, ułożyć na niej kontrłaty i łaty, skrócić wystającą połać dachową o 80 cm i coś tam napewno jeszcze... hmmm no aż ciekawa jestem, czy się wyrobią. Po wykonaniu tych prac, powierzchnia dachu zostanie dokładnie wymierzona i zamówimy blachę, rynny i inne wykończenia. Panele blachy przyjadą docięte na wymiar i dotrą do nas za jakieś 2 tygodnie.

Kontynuując, młodzi i gibcy zabrali się ostro do pracy a miejsce mojej kredy zajęły gwoździe :/. Oj.




Tak, dach wyglądał dziś o 8 rano, tu jeszcze z przedłużonym dachem nad balkonem. Oj najęczeli się chłopcy, że szkoda to obcinać, najęczeli.



  I stało się. O godzinie 12:00 młodzi i gibcy pozbierali zabawki i pojechali do domu. Praca skończona. Budowa posprzątana. Jedziemy na obiad. Ja trwam w takim szoku, że aż przy przeglądaniu zdjęć w domu, połowę wysłałam w kosmos i muszę jeszcze raz obfocić wykończony dach, wrrr.



Eternit, starą papę oraz wełnę szklaną firma ma odwieźć na specjalne wysypisko.



Dach dla przypomnienia ma być kryty blachą na rąbek stojący producent Satjam, kolor ofkors CZARNY! :)


źródło. Satjam
 Sąsiad mi sprezentował fotel do renowacji, miiiło :), będzie pasował do komody z lat '60. 




Zamówiliśmy drzwi wejściowe. 
Jakie ? Czarne, bez klamki i bez wizjera. :) 
Okna też zamurujemy, w dzień będziemy udawać że nas nie ma, a w nocy będziemy wylatywać przez komin na łowyyyy. 

czwartek, 22 maja 2014

Prace ogrodowe.

 Zaczęły owocować poziomki!




 Pietruś się cieszy, ja niestety nie, :( jak się właśnie okazało na poziomki TEŻ mam uczulenie.

Tydzień ruszył z kopyta. Zrobiło się ciepło a właściwie to nawet upalnie i na świerkach urosły ananasy ;), no żartuję, to są galasy ochojnika świerkowego.






Pół dnia je zrywałam ze świerków, ale była to praca, (żeby nie powiedzieć na marne) bez przyszłości, bo obok sąsiad ma żywopłot świerkowy a w nim całą plantację...

 Róże po ciężkich zabiegach medycznych zabierają się do życia. Opuchlaki - dorosłe okazy wyłapane, larwy wybite nicieniami, krzewy podlane, podsypane. Teraz w górę moje panie!



Kwitną irysy.



Kwitną dzikie róże.



Juka ogrodowa postanowiła nam zrobić niespodziankę i....
też będzie kwitła :)



 Z mniej radosnych nowości, to na bukszpanie pojawiła się miodówka bukszpanowaaaa!!!!! to te małe, białe dziady, które widać na zdjęciu.


Teraz czekam, co dopadnie świerka Conicę? A może mnie zaskoczy i będzie zdrowy i zacznie rosnąc jak szalony :)?



 W mega zarośniętej części ogrodu, tej która czeka na rekultywację znalazłam małego cisa, no to go zaprosiłam do przedogródka.




 Z pięciu ogólnie nazywając choinek które tam rosną tylko jedna jest posadzona w bezproblemowym miejscu a reszta to albo w przejściu, albo w miejscu na brzegu skarpy zabezpieczonej murem oporowym, masakra jakaś.



 Mam 4 wyjścia:
- wyciąć,
- puścić żeby rosły tak jak teraz - to mam za kilka lat problem z dużymi drzewami i z rozbitym korzeniami murem oporowym,
- obciąć przewodnik i formować na pniu jednocześnie zagęszczając,
- przesadzić, straszna praca, drzewa są wrośnięte w mur oporowy, więc nie ma mowy o obkopywaniu korzeni :(

 Obcięliśmy dużego graba, który rósł obok następnego świerka. Teraz czeka nas kilkuletnie zagęszczanie tego co zostało. Będzie trudno bo zostało niewiele i mam nadzieję, że drzewo się nie obrazi i nie uschnie. A skoro o grabach mowa, to zakupiliśmy 500 szt na żywopłot, pan ogrodnik, który bardzo chce się naszym ogrodem opiekować zabrał je do siebie, posadził i ma je nam jeszcze podtuczyć do jesieni, albo wiosny, żeby trochę podrosły i będziemy sadzić u nas. Swoją drogą to jednak hit. Kupiliśmy, zapłaciliśmy a ktoś się o nie jeszcze przez rok ma starać!


                 

  Ostatnio sporo padało, więc w wolnych chwilach zaczytywałam się "Ogrodowiskiem" i szukałam architekta do ogrodu. Nie wiem czy mam odwagę sama się za niego zabrać. Ogród, podobnie jak dom, najpierw trzeba doprowadzić do stanu "0".  Wyrwać korzenie po rosnących tam kiedyś potężnych drzewach, wyrównać, albo raczej zrobić tarasy, przemyśleć sprawę umocnienia skarp. Na dzień dzisiejszy, mam ochotę zlecić projekt polskiemu architektowi, a wykonanie tutejszej firmie, ale względy organizacyjne przemawiają za tym, żeby zlecić wszystko firmie stąd.
Poniżej zdjęcia z kwietnia i z maja.





Potencjałem ogromnym jest zapożyczony krajobraz. Niestety to zapożyczenie narzuca też pewne ograniczenia. Dookoła są lasy mieszane, przeważają liściaste, grabowo- bukowe a iglaste to świerki.
 Poza widocznym na zdjęciu ogrodem właściwym do ogrodu należą jeszcze dwa przedogródki. Jeden totalnie zbombardowany podczas remontu domu, a drugi służący podczas remontu za przechowalnię roślin. Na szczęście mamy jeszcze czas. Koniec prac przy chacie przewidujemy na wrzesień. A potem już tylko ogród...


* Uprzejmie donoszę, że w ogrodzie pojawiły się nowe, dzikie zwierzęta. Z braku czasu niestety, osobnik nie został zidentyfikowany.

środa, 21 maja 2014

Kuchnia 2


 Wyposażenie w kuchni standardowe ale bez zabudowanej kuchenki mikrofalowej. Za możliwość zrobienia sobie kilka razy do roku popcornu nie będę płaciła 1500 zeta za kuchenkę. Tak więc, jak na typowy ;) domek letniskowy przystało będzie: płyta indukcyjna, piekarnik (a że sprzątać nie lubię to liczę na wersję z pyrolizą, chociaż znam taką jedną co to pyrolizę ma ale ręcznie czyści, bo się boi :P), zmywarka, pralka, lodówka, ekspres do kawy - na Pietrka nie działają wymówki typu "od kawy (kofeiny) robią się zmarszczki" :P, no nie wiem jak Ktoś ma jeszcze jakiś pomysł to poproszę co by tam jeszcze wcisnąć. A! No będzie jeszcze wentylator. O gazie w tamtych rejonach nie słyszeli, chyba, że z butli ale w takie rzeczy to się nie będziemy bawić. Jak nie będzie prądu, to albo ognisko rozpalę, albo pojadę do domu. O, przecież grill będzie na tarasie.

 O firmach trudno pisać. Mam w mieszkaniu sprzęt hmm nazwijmy go ABC, zadowolona jestem ogromnie :), ale koleżanka ma sprzęt XYZ , zapłaciła za niego 4 razy mniej i też sprawuje się świetnie. Wiem, bo miałam okazję wigilię przygotowywać z nią. I jej urządzenia absolutnie nie odstają od moich. No i mam zagwozdkę. No zobaczymy, co Pietrek na to powie. Lodówka, pralka, zmywarka w zabudowie, jak się ta mikrofalówka przyplącze to też ją zamknę, albo w ogóle do szafki wsadzę i schowam. Teraz rozkminiamy nad tym czy szafki górne będą pionowe, czy poziome. Dwie osoby, dwa warianty. Ja jestem za pionem, Pietrek oczywiście za poziomem. Poziom, czy pion obie bardzo wysokie, zabudowana cała powierzchnia ściany, do sufitu.

źródło: link
fot. www.lj-kuchyne.cz
A może drogą kompromisu pomieszane.... No, nie jest to złe rozwiązanie. Złe nie jest, ale przez zachowanie powtarzalności w mojej kuchni do łatwych nie będzie należało.
fot.www.pelckuchyne.cz

Nad lodówką, pewnej pięknej księżycowej nocy wymyśliłam, pomieszczenie na sprzęt grający :D. Ponieważ oboje nie lubimy zbędnych rzeczy na wierzchu, a znając przyzwyczajenia Pietrka wiem, że lubi mjuzik z rana, to mu sprzęt do szafki wciśniemy. Szafka z systemem Aventos HL napewno z radością będzie się rano otwierała i dusiła z siebie mjuzik. A, że, Iron Maiden ma siłę przebicia, to o brak dźwięku się nie obawiam....... Powiedział i napisał totalny laik i ignorant w kwestii muzyki :P, czyli JA. 

      


 Ponieważ Pietrek zrezygnował (chwilowo pewnie) z chłodziarki na wino znalazło się miejsce na gary:) 
Co do wina, uwielbiam go w wersji stałej, jeszcze przed czymkolwiek, w każdym dostępnym kolorze winogron. Jak już się zacznie zmiana stanu skupienia, to jestem jeszcze w stanie pić burčak.

źródło: www.blesk.cz
źródło: link


 Oceniałam ostatnio stojaki na wino, zainteresował mnie jeden z nich, ale mój snobistyczno - prywatny znawca win nawet się nie chciał wypowiadać na jego temat. Stojak na 8 butelek, które miałby by być trzymane w temperaturze pokojowej i w pełnym oświetleniu..., na plus było tylko tyle że korek był zalany. :( 

Ja też się znam na winach! Jak próbuję, to Pietrek po mojej minie wie czy wino jest:
- słabe, beznadziejne - się uśmiecham, 
- dobre - zaczyna mnie krzywić, czy 
- bardzo dobre - masakraaa!!!.
 Taka wprost odwrotna zależność im bardziej się krzywię, to wino lepsze. No cóż, każdy ma swoje koniki o bukietach nie wspomnę.

sobota, 17 maja 2014

Zimna Zośka w kuchni


Na chacie cisza. Przedwczoraj był 15.05. czyli Zimna Zośka, powinnam chyba napisać Mokra Zośka i trzej mokrzy ogrodnicy, chociaż zimno też było jak diabli. Z powodu zimna i intensywnych opadów deszczu lekki zastój. Podjazd pod chatę nie jest posypany tłuczniem , ani nie jest wyłożony płytami, ani ani. Więc dostać się tam, to w ostatnich dniach bohaterstwo. Taka mega błotna ślizgawica. Dziś miał przyjść człowiek od komina, żeby go obmurować, ale dalej pada, więc przyjdzie w następnym tygodniu. Ekipa od dachu też czeka na odrobinę ładniejszej pogody i pan koparkowy też czeka, i drugi pan koparkowy też czeka i ja czekam i normalnie wszyscy czekamy.... 

A teraz bajka...


 Program do projektowania i wizualizacji wnętrz nazwijmy go P., (O.i D. już było przy oknach) pewnego pięknego dnia odkrył przeglądarkę Chrome i zwariował na jej punkcie. Normalnie, czyż nie brzmi to jak początek bajki?  Nie znam się na tym, ale aktualizowanie bibliotek przez Operę szło mu zwykle niemrawo i z oporem i w sumie przyzwyczaiłam się do tego. A ponieważ ostatnio, ze względu na bloga częściej używam Chrome, toteż postanowiłam uaktualnić program za jej pomocą i ....SIĘ zaczęło, właściwie powinnam napisać SIĘ skończyło. Tak się bida zacięła w sobie, tak się postanowiła sprężyć, zapisać, zaktualizować, że przestała działać. I jestem tak jak gdyby z lekka uziemiona :( 

Problem został już rozwiązany. HA!  Połowicznie wprawdzie, ale rozwiązany. Kupiłam kredki :) tylko, że wizualizacja kuchni robiona kredkami, to się nazywa WYZWANIE :)





 Kuchnia będzie oczywiście biała z (tym razem) drewnianym blatem. Zastanawiam się nad szkłem w kolorze żółtym, coś ten mucholepny się do mnie przykleił :) Jak tylko robale do tego lecieć nie będą, to kto wie, kto wie? Hmmm NA PEWNO będą. Jak na wakacjach I.i Pietrek nosili żółte podkoszulki to zawsze omuszeni byli :(

fot.http://www.nolte-kuechen.de
Tutaj żółty akurat w wydaniu meblowym, ale myślałam raczej o zastosowaniu go na ścianę. Łączenie bieli i żółci nie jest trudne, nie lubi tylko mdłego towarzystwa. Poza tym ten kolor działa stymulująco. Ma w sobie odrobinę czerwieni i jest ciepły i energetyczny. Taka żółta papryka, która jest pomarańczowa, a biała jest lekko żółta, ale te kolory owoców napewno wymyślała ta sama osoba, która z czeskiej odmiany jabłek "Šampion"  zrobiła odmianę "Champion" wrrr. 




 No niestety, nie znalazłam w internetowych wzornikach lacobelu tego koloru wrrr trzeba się będzie pofatygować i osobiście wybrać... Biały lakier, popiel/szary i ta żółć. Hmm wg mnie spoko, jeszcze tylko trzeba do tego dopasować drewniany blat? Że o drewnianej podłodze nie wspomnę... Żółty poniżej ma już zdecydowanie chłodniejszą temperaturę, powiedziała bym, że w tej barwie czerwień została zrównoważona zielenią i to już nie jest TO.


fot.http://kuchnie.brw.com.pl

 Poniżej na zdjęciach naturalne, drewniane blaty. Zanim blaty zostaną wybrane musimy im znaleźć jakiś wspólny kolorystyczny mianownik z podłogą, albo z czegoś zrezygnować.
fot.inspirująca przebudowa


fot.http://www.jesenice-city.cz

fot.http://www.schuellerpraha.cz
fot.http://www.nolte-kuechen.de
 Znajomy mieszkający w Paryżewie zaaplikował sobie kuchnię z Ikea.
Hmm. Jakoś nigdy nie miałam przekonania do tej firmy, jeśli chodzi o kuchnie. Chociaż nie zaprzeczam, jedną kuchnię z Ikea popełniłam kilka lat temu. Właścicielka w sumie nie narzeka. Co do znajomego, to zadowolony jest i kieszeniowo i wizualnie i ma 25 lat gwarancji. Zrobiłam kosztorys kuchni w Polskiej Ikea. Teraz czeka mnie ta sama zabawa z wersją czeską. Ceny produktów niestety różnią się od siebie w zależności od kraju. 
 Co do stolarzy, to mam dwóch profesjonalistów. Jednego u nas w Krakowie a drugiego u nas tutaj :) Obaj sprawdzeni, obaj dokładni, obaj sympatyczni i obaj diablo zarobieni. Ale fachowo doradzą, nie oleją i solidnie zrobią. No i lakier a nie folia jak w Ikea, hmm. Musze się zebrać i podrzucić projekt do wyceny. Jak ściany staną, to trzeba będzie zrobić pomiar i jedziemy z robotą.