niedziela, 27 lipca 2014

Czosnkowe lody.

 Odwiedziliśmy, chociaż właściwszym słowem zwłaszcza w temperaturze 32 stopni C. byłoby słowo"przebrnęliśmy" przez festiwal czosnku. Osobiście uważam, że czosnek jest jak najbardziej jadalny. A jakże, ale czosnkowe piwo, albo lody o smaku czosnku to już o krok za daleko.


fot. sonomameals
 W tym tygodniu rozpoczęła się u nas Letnia Filmowa Szkoła. Może znajdziemy jakiś wolny wieczór i zaaplikujemy sobie porcję dobrego starego kina. 


fot.: kudyznudy
 Upały nie odpuściły, ale prace na chacie lekko drgnęły. Zintegrowana praca Pana Koparkowego, oraz mocno opalonych kopaczy zaowocowała doprowadzeniem do chaty wody. Jedyne 34 metry kabli i kabelków, i w garażu popłynęła woda. Upał sprawił, że elektrycy mieli wręcz porażające pomysły w stylu mokrego podkoszulka, ale na szczęście jak się to mówi, z prędkością światła - im przeszło. 




 Jak do tej chwili, nie mieliśmy czasu żeby zburzyć starą, przyklejoną do północnej ściany domu wygódkę. Tak, więc duch opiekuńczy chaty, chyba już zmęczony moim ciągłym utyskiwaniem nad tym tematem, chcąc wyręczyć Pietrka, sam wszystko zorganizował i znalazł nam chętnego na wygódkę!!! Kontynuując, sąsiad SAM przyszedł i SAM zaproponował, że ją, czyli wygódkę zburzy, odwiezie gruz, posprząta i nic za to nie chce. Tylko, żebyśmy mu pozwolili. Bo właściwie ten gruz to by się mu bardzo przydał na zasypanie jakiegoś dołu. No cudownie:) Czy ja pisałam, że coraz bardziej lubimy naszą chatę :):):).
 Żeby jeszcze ogród chciał się sam zrobić ....mmm. No pomarzyć można :)
 I tak, wygódka była i wygódki nie ma. :) 
 I normalnie "jasność widzę, jasność" :)



 Co poza tym ? Hmm nic nowego. Kujemy ściany pod prąd (wow jak to brzmi...) no kto kuje, to kuje.
W tym tygodniu wchodzi najpierw hydraulik a zaraz za nim elektryk. Sezon ogórkowy w pełni, ale w lesie sucho i grzybów jeszcze nie ma :(, ... pamiętam, pamiętam, będzie gruppen grzybobranie :), będzie. 

Do fryzjera nie udało mi się jednak dolecieć, planuję lot w tym tygodniu :) 

Odwiedziliśmy A. w Brnie na balkonie nad klatką królika mieszka im nietoperek. :) I żeby nie było, odżywiam się prawidłowo nie piję w nadmiarze. (Wszyscy wiedzą, że na Moravie się nie pije tylko degustuje) Widziałam też pomidory na balkonie a kto nie wierzy niech ogląda. Własnoręcznie zrobione dzisiaj w Brnie foto. Nietoperka niestety nie mam :(, no w dzień to one zwykle śpią.




:)

środa, 23 lipca 2014

Sztuka przypadku i murale.


 Ścierana ze ścian stara farba, utworzyła piękne rysunki i na nowo zaaranżowała wnętrze. W kolażu wygląda to wręcz obłędnie, szkoda, że na żywo traci :( Swoja drogą, pomysły na kolory we wnętrzach właściciele widzę, mieli tęgie.





 I pomyśleć że ludzie kupują tapety, albo zatrudniają profesjonalistów aby uzyskać taki efekt. A ja grzecznie i na dodatek mam nadzieję, że ładnie, zamaluję te ściany na biało. No nie powiem, gdzieś tam w głowie kołaczą mi się myśli o zapodaniu sobie zbliżonej wyglądem tapety ...


fot.:squarespace

Na ścianach pojawiły się murale, może powinnam napisać graffiti? No dobrze, spójrzmy prawdzie w oczy, ze sztuką to napewno nie ma nic wspólnego.



 Na zewnątrz upał przekracza wszelkie dopuszczalne normy. Ludzie pochowali się po domach i udają, że ich nie ma. Weekend był leniwy, chociaż pomysły mieliśmy z godziny na godzinę coraz lepsze :P


 Wymyślaliśmy wentylacje w kuchni (najpierw miało jej nie być ze względu na drzwi tarasowe, potem miała być grawitacyjna, a teraz są dwie mechaniczne a jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa...), kolor ścian (tu było istne szaleństwo, zaczęliśmy od białego a skończyliśmy na BIAŁYM), kolor i wygląd listew przypodłogowych (spieramy się co do ich wysokości), wysokość blatu w łazience ( no jak się kupiło umywalkę nablatową, która ma 15 cm wysokości, to się teraz ma blat na wys 70 cm ehh), przy okazji odkryliśmy prawie 5 cm różnicy w wysokości stropu w łazience - no zrobili naturalny spadek. Plusem mega upałów, było podjęcie decyzji o montażu klimatyzacji :) Jedynie lampy do salonu nie udało mi się jeszcze przepchnąć ale kto wie, kto wie, pracuję nad tym.

 Budowę odwiedził pan od gładzi, ale, że przyjechał dokładnie w momencie kiedy była montowana studzienka pod przyłącz wody, to sobie sam poszedł do chaty i wyliczał i ma swoje wypociny przysłać na maila i jeszcze nie przysłał.



 Pan Koparkowy podczas swojego urlopu (chyba w ramach cichych dni z małżonką, bo ja bym Pietrka nie puściła) postanowił nam wykopać 30 metrów przyłącza pod wodę. A koparecka była taka tycia, tyciuteńka, normalnie jak zabawka.




  Szerokość 20 cm głębokość 100 cm. Jednak po 6 godzinach pracy Pan Koparkowy i jego pomocnik, czyli Pietrek padli (że wulgarnie napiszę) na pyski i myślę że przez kilka najbliższych dni nie będą chcieli chaty nawet na oczy widzieć. No a poza tym musi im zejść ta  @#&%!*^!@  opalenizna w kolorze flagi ruchu robotniczego ( dla niewiedzących odsyłacz na Wiki;)
Na jutro tęgie głowy zapowiadają zmianę pogody z piekącego skwaru, na wilgotny piekący skwar, więc może się uda i coś niecoś poskrobiemy na chacie a jak nie to lecę do fryzjera :)






środa, 16 lipca 2014

Kowalstwo kontra remonty.

Kowalstwo,czyli nie samym remontem człowiek żyje :)

 W weekend zaliczyliśmy wystawę i pokaz kowalstwa artystycznego. Oglądaliśmy jak powstają małe dzieła sztuki. Było naprawdę ciekawie ( i strasznie gorąco :P) i nawet parę rzeczy nam się spodobało.








 W związku ze zmianą koloru okien i rolet zmieniliśmy wybrane odcienie tynku. Teraz paleta kolorów wygląda tak:



 Zawieźliśmy do przemalowania gotowe już drzwi wejściowe, ehh, a były taaakie piętkne.
 Pracujemy nad projektem balustrady. Kolor, mam nadzieję, że zostanie bez zmian czyli czarny. No coś do tego dachu pasować musi.

 Zapadła decyzja o zmianie płyt na taras. Wybrana przez nas płyta Gabro Beton Broż w dalszym ciągu się nam bardzo podoba, ale ma szczeliny na spoinowanie, które są nierówne (udają naturalne) i właśnie z tymi szczelinami mamy problem. Murarze i ekipa od tarasów muszą się z sobą dogadać jak wspólnie ugryźć temat tarasu nie wchodząc sobie w drogę i biorąc pod uwagę plany wakacyjne wszystkich zainteresowanych.
 Co poza tym? Czekamy na Pana Koparkowego ( się wakacjuje) i zaczynamy prace dookoła fundamentów. Jakąś folię tam trzeba położyć, jakieś rury i coś tam jeszcze...  Mocno opalony pan będzie mi znowu przekopywał ogródek, bo trzeba będzie pociągnąć odprowadzenia wody deszczowej i ścieków. Ehh poligon wojskowy. Już mnie ten widok męczy. 
 Zostaliśmy obdarowani, tym razem przez drugą mamę kilkoma krzakami do ogrodu. Są piekne i duże i ciekawe czy któryś przeżyje :( Uwielbiamy takie akcje. Na szczęście 40 szt tujek, którymi postanowiła mnie uszczęśliwić moja mama jeszcze mieszka w Polsce i czeka na dogodny moment.



O 500 szt grabów na żywopłot, które rosną sobie u naszego ogrodnika ani nawet nie chcę myśleć. 
  Na chacie zaczęło się kucie ścian i podłóg pod wodę.


 W sobotę ruszamy z kuciem pod prąd. Jutro elektryk, który już zaprzyjaźnił się z naszym projektem ma naszkicować co, gdzie kiedy i ile kilometrów kabli. No jak się nie robi puszek to się ciągnie kilometry kabli. 
 My, osobiście i na dodatek grzecznie, usuwamy starą farbę z resztek ścian jakie tam jeszcze zostały. Robimy to na raty i tak jakoś "rekreacyjnie". Fachowiec zrobił by to pewnie za jeden dzień, ale my się bawimy już 2-gie popołudnie. 
 W piątek mamy się spotkać z panem od gładzi gipsowych. Trochę się tego obawiam, nie że spotkania z tym człowiekiem, ale całej akcji pt. tynki gipsowe. Tak jakoś tynki gipsowe są tutaj BARDZO mało popularne. Hmm. A jak już ktoś to robi ( wyjątek jakiś), to oczywiście zdziera niemiłosiernie. Zobaczymy jego wykonawstwo i pogadamy o cenach. 



niedziela, 6 lipca 2014

Kraków i inne :)

 Im bardziej gorąco, tym nasze prace bardziej zwalniają. A może tak się nam tylko wydaje? Prawdą jest, że zaczął się sezon urlopowy i musimy swoje odczekać. Hydraulik jest na jakichś długaśnych wakacjach, Pan Koparkowy też się na jakieś wyjazdy przygotowuje, akurat wtedy kiedy nam pasuje kopać hmmm. 

A co robiliśmy jak nas nie było na blogu?

 Zaliczyliśmy wyjazd do Krakowa. 






   Byliśmy na wielkim odpuście na Velehradzie. Zdjęć z odpustu nie mam, bo były by to tylko fotki ludzkich pleców. Velehrad to taka czeska Częstochowa. A Święto Cyryla i Metodego świętuje się równie okazale, jak 15 sierpnia w Częstochowie. 




 Na zdjęciu, polski element. Lipa osobiście zasadzona (w zamkniętych na codzień dla zwiedzających ogrodach klasztornych) przez Papieża Jana Pawła II, podczas jego pobytu na Velehradzie w 90-tym którymś tam roku :P



 Zrywaliśmy czereśnie :D



 Pan od renowacji starej komody postanowił przeprowadzić transakcję życia, jednocześnie niebezpiecznie podnosząc nam ciśnienie i podał kosmiczną cenę za jej renowację. Za to, co powiedział, możemy sobie na internecie dwie takie odnowione komody kupić. Ehh poniosła go fantazja (albo poprostu mu sie nie chciało w to bawić).



 Okna zostały zamówione, zaliczkowane i.... okazało się, że czarny kolor nr 9005 w Czechach znaczy odrobinę coś innego w Polsce. W Czechach jest to czarno/smoliście/czarny a w Polsce jak się okazało czarno/smoliście/brązowy! W związku z czym, produkcja okien została wstrzymana, bo kolor rolet nie trzyma koloru z wzornika. A producent okien nie ma takiej samej barwy jak wyrobione rolety. A nawet gdyby miał to my brązu nie chcemy. Ehh mała zamotka. Na przemalowanie rolet się nie zgadzamy, bo nie chcemy żeby nam ta farba za kilka lat odpryskiwała. Co do tego, to jest zgodność nawet u producenta rolet. Tak więc, rolety wróciły do producenta, a my w obawie przed kolejną taka pomyłką zamawiamy okna i rolety w kolorze antracytowym, ten mają sprawdzony i żadnych różnic nie ma. Trochę jasny ten antracytowy, ale już chyba nie będę się wypowiadać bo powieszą na drzwiach moje zdjęcie i napiszą, że tej pani już nie obsługują. 

 W związku, ze zmianą koloru okien, mamy smoool problem z kolorem drzwi, bo drzwi zewnętrzne zamówiliśmy miesiąc temu w kolorze czarnym nr 9005 no. To jutro będziemy kombinować jak by je zmienić :(

 A na chacie, murarze wybudowali ściany i nareszcie widać łazienkę i kuchnię. 




 W miejscu starych schodów pojawił się strop, a na nim miejsce na wejście do sypialni, oraz WC. 

Została przygotowana stalowa konstrukcja do podwieszenia stropu.



 Został wykonany projekt instalacji elektrycznej. Nie będę pisała co tam nawymyślaliśmy, ale trochę tego jest. Dzisiaj z projektem w ręce przeszliśmy się po chacie (w celu, oczywiście wyeliminowania kilku zbędnych punktów) i... skończyło sie na tym, że dołożyliśmy jeszcze chyba z 4. 
No, bo jak używam suszarki, to nie mogę jednocześnie ładować akumulatorów w szczoteczce do zębów.... wytłumaczenie jak na blondynkę przystało - więc trzeba dołożyć jedno gniazdko więcej i tak to mniej więcej wyglądało. Ale, żeby nie było Pietrek też dołożył jedno :).

 Początkowo chcieliśmy tam zamontować włączniki i gniazdka Berker by Hager aleee.... dwie osoby i dwa zdania. Mnie się podoba kwadratura koła;), albo classic.
fot. hager
fot. hager
 A Pietrkowi podobają się, napiszę krótko: " jakieś INNE bliżej nieokreślone " No, się zobaczy. Wprawdzie przy takiej ilości włączników i gniazdek, to ten Berker Hagera kieszenie wydziurawi nam skutecznie, więc jakaś tańsza alternatywa może się okazać niezbędna.

 Wybieraliśmy płytki do przedpokoju i do łazienki. Podłoga w łazience i przedpokoju w tej samej płytce. Płytki z... tadam! Polski. Ceramika Tubądzin, kolekcja Arte Minimal grafit. To już wybrane.



fot. ARTE
 Na ścianę płytki tej samej wielkości, białe z połyskiem, ale decyzji co do firmy jeszcze nie podjęliśmy. Czekamy na przysłanie wzorów. Widzieliśmy je w sklepie, ale chcemy je oglądnąć przy innym świetle. Bierzemy pod uwagę dwa wzory. Jak nie jeden, to wybierzemy drugi.
 Podobno dostarczono mam część produktów do łazienki, ale gdzie są? Tego za żabę nie wiem. Po spotkaniu z hydraulikiem pod koniec tygodnia (kurtuazyjna, urlopowa wizyta) będziemy zamawiać resztę, tj kabinę prysznicową, umywalke do WC i jakieś drobiazgi. 

Poza tym to jeszcze MASA innych rzeczy ale o tym to następnym razem :)