sobota, 30 sierpnia 2014

2000

2000 !!! Dzięx (co to znaczy?) WSZYSTKIM :) a zwłaszcza Kasi :*


fot.bellarose

czwartek, 28 sierpnia 2014

Wizytacja



W weekend mieliśmy wizytację inżynierów z Polski. No, skoro projekt remontu jest taki międzynarodowy, to się nazjeżdżali...


 Pooglądali, pokiwali głowami, a w związku z faktem, że właśnie były montowane okna, to nie chcieli przeszkadzać i poszli na grzyby. Po drodze spotkali dziką zwierzynę.


 Ing. od klimatyzacji i czegoś tam jeszcze, oceniała czystość środowiska naturalnego. Zainteresowanych klasą czystości, oraz tym, co jest na poniższym zdjęciu odsyłam do skali porostowej.


 Ing. od maszyn znalazł skrzynkę geocachingu. Szacun!


 Miało być o grzybkach. Grzybki, no cóż: "Uprzejmie donoszę, grzybów jak na lekarstwo". Zdarzały się takie,


o, i takie.


A, że gałąź nauki inna, no to jak Ing. od konstrukcji miał wiedzieć które grzybki są papu, a które nie są papu. Więc zbierał wszystkie.


 W sobotnie popołudnie delegacja podjęła się trudnego zadania, mianowicie badania objętości cieczy, bez użycia profesjonalnego sprzętu, ale za to, na profesjonalnej imprezie, czyli na festiwalu piwa.


 Praca "na oko", efekty jak widać. Wiedzieli, że czegoś miało być na dwa palce, to było. A że to miało być na odwrót...


 Badanie 26 rodzajów piwa, to jednak wysoka poprzeczka. Na wzmocnienie był salceson z cebulą i musztardą. O dziwo, WSZYSTKIM smakował :).


Ponieważ pogoda się drastycznie popsuła (czyt. lało jak z cebra), wieczór spędziliśmy zamiast przy ognisku, to przy kominku. Ale też było sympatycznie.



poniedziałek, 25 sierpnia 2014

PO Wielkim Dniu.

 No i jesteśmy PO. :) Trudno to było dotrzeć do tego "PO". Ale, ale, ale mamy już okna !!!

Przygód z nimi było wiele, łącznie z tym, że dzień montażu był kilkakrotnie przesuwany, że czegoś tam nie wzięli, że brakuje profili rozszerzających, że coś tam, coś tam, że rolety będą montowane później, że okno w łazience zamiast prawego jest lewe, że szyby w łazience i garażu są "flutes" a miały być "flutes-mat", ale to wymienią. I okno, i szyby, i rolety zamontują, i parapety też i pewnie coś jeszcze, ale też będzie.


flutes-mat

Na zdjęciu poniżej okna mają dodatkowe profile na których będą mocowane szyny rolet. A szyba jest flutes :(.




 Oj, chata w przeciwieństwie do nas dostała nerwa. Już od pewnego czasu snuliśmy przypuszczenia, że nie są to tylko cztery ściany, ale kryje się tam coś więcej coś jak by serce/dusza?....
 No, jej zemsta na panach od okien była sroga :(.
Mógł by ktoś powiedzieć zbieg okoliczności, przypadek. Ale tyle samochodów dostawczych tam parkowało i nikt nie miał problemu z wyjazdem tylko firma, przez którą w zasadzie mamy ponad miesiąc opóźnienia. Zakopali się chłopaki, ale to tak porządnie, pół metra w głąb, w nocy, z ładunkiem, ok. 1,5 tony okien na pace. I co? I musieli to wszystko wyciągać i wynosić z samochodu i przyznam, że już mi ich było żal. A przy tym wszystkim, cały czas byli mili, nie psioczyli, nie denerwowali się nawet jak zwracaliśmy uwagę, że coś jest nie tak. Wszystko grzecznie, ale tak sympatycznie grzecznie, normalnie miodzio:). Nawet jak te 1,5 tony okien wynosili z samochodu, to było grzecznie. Dziwni jacyś, stwierdzam jednak po przemyśleniu sprawy:P.
Pobocze za to mamy tak zbombardowane jak by się tam ktoś uczył jeździć czołgiem. Pchanie, podsypywanie i ciągnięcie, wszystko naraz. Ehhh.


 W tym tygodniu na chacie urzędują murarze, przygotowują miejsce pod nowe drzwi wejściowe, budują słup/wspornik dla kominka, oraz wykańczają większe nierówności pod tynk gipsowy. W przyszłym tygodniu wchodzi elektryk, a potem już tylko zrywamy stare podłogi, robimy tynki i jedziemy na wakacje o llalaa.

sobota, 16 sierpnia 2014

Przed Wielkim Dniem.

 Teoretycznie jest sobota wieczór, praktycznie rzec można, piękny wieczór, więc ja się pytam, dlaczego jesteśmy tacy padnięci?


 Po 10 godzinach orki na chacie (właściwie to nawet trudno powiedzieć co tam robiliśmy) powiedziałam Pietrkowi, że następny dom , wybuduje nam firma. Do tej chwili nie wiem na co ma alergię, czy na słowo "następny dom" czy na "firma". Faktem jest, że uparcie milczy :)
 We wtorek ma nastąpić Wielki Dzień. Wielki Dzień to ten, kiedy będą osadzane nowe okna. Trochę się tego dnia obawiamy, ale będzie, co będzie. Kolejna zmiana barwy w ogóle nie jest brana pod uwagę. I tak mamy, przez czarno/brązowo/czarne, polskie rolety miesiąc poślizgu. 

 W tym tygodniu na chacie pracowali murarze. Teoretycznie zrobili, co mieli zrobić. Praktycznie architekt z konstruktorem latali z metrem i mierzyli, naciągali, skracali. Tu mamy garbik 2 cm, skuć! Tu mamy za dużo skute o 6 cm. Domurować! Śpimy spokojnie, murarze powiedzieli, że do nas jeszcze wrócą. Znaczy się że źle nie było :P
Dla porównania, okno w salonie było takie:


A jest taaaakie.  Aż okna u góry podniosły ze zdziwienia brwi :P Został również przygotowany otwór na drzwi tarasowe.




W garażu pojawił się fundament pod słup nośny, który ma podtrzymać mega ciężki kominek.


  

 W studni  pojawił się, hmm właściwie nie wiem co się pojawiło, ale wygląda intrygująco. A mina pana , który miał zrobić zdjęcie była zagadkowa. Najważniejsze, że zdjęcie jest.





 Na poddaszu w ramach przygotowań pod ocieplenie zostały zapianowane szczeliny między dachem a ścianami. Tu piana w trakcie "pęcznienia".



Co poza tym? Było dzisiaj święto rybaków. Na obiad panowie rybacy serwowali grilowane karpie. Nie wiem czy dlatego, ale wszyscy goście jak jeden mąż zamawiali pieczonego prosiaczka... 

środa, 13 sierpnia 2014

Dużo na raz.

Tadaaam. Przygoda z hydraulikiem zakończona. Na szczęście. :) Trwało to, jak powiedział dwa dni, ale mam poczucie jak gdyby trwało to miesiąc. Wygląda na to,że Pan Hydraulik nie lubi architektów. Teraz już z wzajemnością :)


Dało się? No, dało się. 

 Jutro na chatę wchodzą murarze. Będą przygotowywać nowe otwory pod montaż okien i drzwi, zwężać komin, budować wzmocnienie pod konstrukcję kominka i coś jeszcze, ale to już jakieś drobiazgi. Okna już od tygodnia czekają na montaż. W weekend jak pogoda dopisze mamy zaplanowany wyjazd motorowy na Słowację, jakieś kamieniołomy czy coś tam. Jak na razie z dnia na dzień z pogodą jest gorzej, więc SIĘ okaże. Do tej pory niemiłosiernie grzało i od czasu do czasu były intensywne burze. Potem zaczęło padać, ale temperatura nie odpuszczała, czyli sauna. A teraz już konkretnie leje i zrobiło się chłodno. No zobaczymy. Dla zainteresowanych, podobno w lesie pojawiły się grzyby. No, podobno, bo my byliśmy tylko raz. A największy znany nam okoliczny grzybiarz, dopiero wczoraj wrócił z greckiej wyspy Zakynhtos, więc musimy poczekać. Jak się zaaklimatyzuje, to NA PEWNO nas poinformuje, czy faktycznie jest taki wysyp jak rok temu. 
 My już też, powoli zaczynamy odliczać czas do naszego urlopu. Mmm już niedługo...




 Co poza tym? Odwiedzili nas młodzi i gibcy (dla przypomnienia,  panowie którzy robili mam dach) mieli coś tam jeszcze zamontować i sprawdzić czy z dachem jest wszystko ok. Z dachem jest wszystko ok, ale odkryli nowych lokatorów. Pod naszym nosem a jednak w sposób niewidoczny do chaty wprowadziły się mrówki... Tak że, teraz walczymy z mrówkami. Nie wiedziałam, że jeśli zamieszkają w drewnianym domu, więźbie dachowej albo innych drewnianych elementach to zachowują się jak szkodniki niszczące drewno. No to już wiem.
Ze względu na tych, którym na sercu leży ochrona przyrody, są pacyfistami, ekologami, entomologami albo maja jakieś inne równie interesujące zainteresowania, nie będę pisała jak zachęcamy mrówki do przeprowadzki. Jeszcze mi potrzeba , żeby jakiś zielony przykuł się do mojej belki stropowej i tam sobie wisiał. Chociaż szynki parmeńskie jak powiszą to są potem smaczne :P


fot.: wikipedia

 Po długich i ciężkich poszukiwaniach udało nam się znaleźć wykonawcę, który zrobi nam tynki gipsowe. Ostatni, u którego byliśmy gładzi gipsowej chyba na oczy w życiu nie widział. Bo gdyby nie powiedział, że ściana, którą nam pokazuje jest wykończona gipsem, to za nic na świecie bym na to nie wpadła. A, że podróże kształcą to potem doczytałam, że wszystko zależy od ziarna. No niby logiczne. Ale na co, po co i w ogóle jaki sens ma robienie tynku gipsowego, który wygląda jak typowy tynk cementowo-wapienny. Jedyne co mnie martwi, to to, że schody będą stalowe, a gips wchodzi w reakcję ze stalą. Hmm, ale jakoś to napewno rozwiążemy.  Wybraliśmy firmę i przeprowadziliśmy wstępne rozmowy na temat ocieplania budynku. Planujemy to zrobić na wiosnę przyszłego roku. Paleta kolorystyczna jest wybrana, ale trwają ustalenia dotyczące wykończenia podestu i schodów zewnętrznych. Obecnie podest przy schodach zewnętrznych,oraz ściany do wysokości parteru mamy boniowane. Z daleka daje to, złudzenie osadzonych na zaprawie kamieni. Trzyma się zupełnie dobrze jak na swoje prawie 50 lat, ale idzie nowe, więc obmyślamy jak by to zmienić za wiele nie zmieniając. 




Co jeszcze? Zrobiłam porządek w malutkim ogródku, przekopałam, powyrywałam i było ślicznie. Na następny dzień odkryłam ślady kopytek :) i już nie było tak ślicznie. Znowu dwie małe sarenki zeżarły moje róże.


 Ja się pytam, gdzie jest ich matka? Jak można tak wychowywać dzieci? Ja sobie nie przypominam, żeby moje dzieci chodziły do cudzych ogródków i obgryzały cudze krzaki? A może o czymś nie wiem ???

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Grzybki i H2O.

 Nad górami przetaczają się burze i burzyska. Woda płynie strumieniami. A skoro (teoretycznie) jest tak mokro i (praktycznie) tak ciepło to logiczne, że powinny rosnąc grzybki:). No to Śmy poszli...obczaić teren. Pół dnia chodzenia i przy drodze do chaty znaleźliśmy, napiszę to słownie JEDNEGO zeżatrego przez ślimaki grzybola. Porażka jakaś. Za to przy chacie w ogródku... Proszę bardzo :) 



 Zeżarty nie nadawał się do niczego. Nie żeby miał pasażerów, ale był gorzki. Zajączki natomiast były całkiem, całkiem. Pietrek mówił, że dziś urosły 3 następne, ale poczekamy jak podrosną. 

 Co poza tym. W sobotę rano na chacie pracował hydraulik. Oj nie było różowo. Po kilku godzinach jego pracy zastanawiałam się, czy będzie nam potrzebny psycholog po tym instalowaniu wody i kanalizacji, czy też damy sobie radę sami. Pierwszy zgrzyt nastąpił, gdy hydraulik zobaczył, że nie kupiliśmy systemu G., tylko J., a tego on nie zna. A on pracuje tylko na G. Na pytanie czym się różni ten nasz J. od powszechnie używanego G. usłyszeliśmy odpowiedź: G. ma niebieski stelaż....AHA! Nooo, przyznaję, jestem blondynką i ten argument do mnie naprawdę przemówił. 
 Potem było już tylko gorzej. Baterie...co to za firma? A dlaczego nie G.? Na początku myślałam, że żartuje, potem byłam, żeby nie powiedzieć w szoku a po dwóch godzinach mi przeszło i nawet zaczęło mnie to bawić. Nie mogę powiedzieć, żeby swoją pracę wykonywał jakoś niechlujnie, czy jakieś tam inne cuda, ale to co się jemu podoba, nie musi się podobać nam. No i się nie podoba.  Zmywarka w kuchni, przecież to chata? Po co wam zmywarka? Ciepła woda w toalecie na piętrze? Przecież zimna by wystarczyła.......AAAAaaaaa. Podsumowując, hydraulik miał FOCHA, bo nie dość, że wybraliśmy to co się podobało nam a nie jemu, to jeszcze mieliśmy jakieś kosmiczne pomysły. 


  

 Na szczęście, hydraulikowi zostało jeszcze tylko parę rzeczy do zrobienia i ten etap zamykamy. 
Jutro za to na chatę wchodzą elektrycy. Ilość gniazdek i włączników ostatnio się nam jeszcze trochę powiększyła, ale mam nadzieję że Pietrek będzie pamiętał co, gdzie i jak. 

Z ogrodowych nowości, to:
- małe,piękne,cudowne sarniątka bezlitośnie pastwią się nad moimi różami - już obmyślam jakie potrawy można przyrządzić z młodej dziczyzny...
- trzpiotka wiewiórka podkrada nam orzechy laskowe, no dobra niech sobie bierze, ale dlaczego robi przy tym taki bałagan? - fotkę gdzieś posiałam, więc jak znajdę to wkleję.
- o grzybkach w ogródku już pisałam.

Pan Koparkowy dzwoni i się pyta kiedy może przyjechać wyrównać/spagórkować przedogródek. Na szczęście leje co chwila, więc odkładamy to na niewiemkiedy. No nie wiem, bo nie mam jeszcze pomysłu na ogród.