niedziela, 28 września 2014

Rolety.

 Po urlopie, wszystko tak jak gdyby przyspieszyło.

Instalacja prądowa na parterze i w stałych elementach konstrukcyjnych jest skończona. W ściankach z gips-kartonu będzie robiona na bieżąco.
 Pompa od studni 3 tygodnie temu pojechała na reklamację i dalej się bida reklamuje...
Murarze stwierdzili, że brak wody im nie przeszkadza - zorganizują sobie 200 litrów, mówią, że powinno wystarczyć. Jutro  mają przywieźć zabawki a we wtorek zacząć tynkowanie.
Okazało się, że pan od okien i rolet o nas nie zapomniał i w piątek pojawił się na chacie w celu zamontowania rolet i wymiany okna łazienkowego. W poniedziałek ma przywieźć jeszcze jakieś drobiazgi i wymienić szyby i kwestię okien będziemy mogli uznać za zamkniętą.



W takiej postaci chata czeka wiosny, wtedy kasety z roletami znikną pod ociepleniem i będą niewidoczne.
 W garażu pojawiły się tajemnicze otwory, które zostały wypełnione błękitnym płynem :P Płyn zamienia się w ścianie i jej szczelinach w żel i nie przepuszcza wilgoci z zewnątrz. Taki mamy wilgotny kącik w garażu. Poprzedni projektant część fundamentów zaprojektował delikatnie mówiąc z fantazją, więc i my szukamy niekonwencjonalnych rozwiązań.


Dziś, byliśmy na wystawie ogrodnictwa, ale na szczęście udało nam się kupić tylko 2 szt mrozoodpornych figowców. :) Resztę zakupów zostawiliśmy na czas jak będziemy mieć już projekt ogrodu, czyli na jakąś bliżej nie określoną przyszłość :)

Za tydzień też czeka nas wystawa prac Beksińskiego oraz ZAKUPY :)



środa, 24 września 2014

Wakacjeeee

Tyle czekania, a wypoczywanie normalnie uciekło jak z bicza strzelił. :(
Widoki, pogoda, klimat...

Lektury na wakacje.

Współlokator :P

Coś na ząb. :)
Popołudniami trochę przeszkadzały nam komary...
Jedyne architektoniczne pomysły z jakimi mieliśmy do czynienia dość szybko się wypalały.

Pomysł na chodnik :)

piątek, 12 września 2014

Z przedostatniej chwili.

Z przedostatniej, bo tuż, tuż przed wyjazdem na urlop. Mamy wysyp grzybów i kropka. Jest ich w lesie tyle, że normalnie nóż opada. Znawca był, powiedział, że są, no to śmy wyłuskali 2 godziny czasu i poszli. Jak widać na zdjęciach, mówił prawdę. Cały zamrażalnik zapełniony, rodzina obdarowana, znajomi obdarowani. A my nie mieliśmy czasu na to, żeby upychać te grzybki do słoików, bo właśnie trwało pakowanie się na wakacje.




Jeszcze tylko panierowane borowiki na kolację...mmmm. Jednym słowem BURŻUJSTWO.


Ale jakie smaczne burżujstwo. :) mmm


A reszta do zamrażalnika...


Kanie musiały zmienić właściciela, wszystkiego się naraz zjeść nie da. Ale sąsiad był wniebowzięty. A kanie rosną nam na ogrodzie przy chacie, więc... :)



A jak nie będą chciały rosnąć, to planuję zakupić grzybnię.

środa, 10 września 2014

Tęczowo - prądowo.

Się ale dzieje.
 Właściwie powinno być "osiołkowi w żłobie dano" No bo, jak tu wybrać? No bo, co tu wybrać? No, bo, przyznajcie urocze kolory.


Następny zaliczy przegląd Berker. To dość trudna (cenowo) marka. Ale zorientować się nie zaszkodzi. Mam na myśli organoleptyczne ;) orientowanie się. Znaczy się, lizać i wąchać jednak nie będę, ale pozostałe zmysły uruchomię.
A skoro już wybieramy gniazdka, to znaczy, że coś się jednak dzieje :). Oj się dzieje.
Parter = 300 metrów kabli ( no dobra, ciut naciągnęłam, ze 4 metry zostało). Przed nami jeszcze poddasze, garaż, taras i jak to zwykle piszę "napewno jeszcze coś".

  Poniżej, uroczy kącik kuchenny.


  Ehhh, ten dwuteownik aż się prosi żeby go tam zostawić. Muszę tą kwestię przemyśleć.


Teraz, kleją się puszki, oraz jest przygotowywane wszystko pod tynki.
Tynki wybrane, firma wybrana, dziś naocznie sprawdzona (i chyba nawet doprowadzona do lekkiej rozpaczy).
Materiał ustalony, wymagania określone, mam nadzieję, że pan wykonawca się nie zniechęcił. Pietrek obiecał, że jak by co, to przywróci mu wolę walki.
No nie ma to, jak wziąć architekta na budowę... Dobrze, że inwestor to "ludzki człowiek on jest";) Ja, wprawdzie lekko zabrudziłam sobie swoje krwisto-czerwone spodnie, ale na szczęście to gyps, więc i tak wyglądałam pięknie :D i się mi podobało i kropka.
Co, poza tym?
Wczoraj, Pan Koparkowy spędził urocze przedpołudnie w naszym przedogródku, i teraz nareszcie to jakoś wygląda. Spędziłby tam równie urocze popołudnie, ale rozpętała się mega burza i gościa normalnie zmyło:). Niemniej jednak... Jak wrócimy z wakacji, to coś czuję że siać będę!
 I to nie tylko zamęt wśród tynkarzy, ale i trafffkę. O! Kacze pióro, trzeba dobrej ziemi nawieźć. No to nie wiem, kiedy będę siała tą trafffkę jednak, ehhh. Znowu pod górkę.



Z ogrodowych nowości, jakimś, normalnie chyba cudem, ale zakwitła jedna, mała różyczka. Nie wiem jak to się stało, że te małe sarny zwane przez nas  złośliwie "kozami" jej nie obgryzły. Milusio.


I tym optymistycznym akcentem.....do następnego wpisu.