poniedziałek, 30 marca 2015

Drobiazgi.

W chacie jak na razie drobiazgi,

Została założona listwa wykańczająca przejście w podłogach. Nie wygląda to źle, chociaż początkowo planowaliśmy matową, ale i ta z czasem myślę zmatowieje ;P.


Pojawił się fliziarz w celu wymiany pękniętej płytki, jak się to stało nikt nie wie, nikt właściwie nie zawinił, ona sobie tak jakoś sama z siebie zrobiła prask.
Pan sobie wymierzył, zabrał płytkę i ma się w tym tygodniu pojawić i walczyć, mam nadzieję, że przy tej naprawie nie polegnie nic więcej. Niby drobiazg ale drażni.




Pan od luster wkleił brakujące lustro w łazience na górze.


Pojawiła się firma od hydroizolacji, która zajmie się pokryciem dachu, dawnego balkonu nad wejściem (to to z zieloną rynną).


Po długim i z mojej, przyznaję strony, ciężkim wymyślaniu formy pokrycia tego dachu, doszłam do wniosku, że pierwsza wersja była jednak najlepsza i tak po doprowadzeniu P. do stanu przedzawałowego z wściekłości wycofałam się z nowego pomysłu i możemy kontynuować :). To wszystko przez to że "chora byłam" przecież :P. A że chora bywam rzadko, to przez najbliższe pół roku P. obstawia, że będę to używać jako wymówkę :).


W przyszłym tygodniu jesteśmy umówieni z  młodymi i gibkimi od dachu (o dachu jeszcze możecie poczytać tu), mają wykonać daszek nad garażem, zamontować jakieś tam listwy pod dachem oraz założyć rynny. No to wszystko jeszcze nie teraz i nie naraz, ale musimy się wbić w jakiś termin.

Zamówiliśmy kostkę brukową. Tak jakoś wyszło 140 m^2 a my tylko taki wąski chodniczek chcemy tam zrobić hmm.


piątek, 27 marca 2015

Deszczowo

I co z tego, że piątek, piąteczek, piątunio? I co z tego, że dzień rozpoczęłam podwieczorkiem? Znaczy się była kawusia i szarlotka na ciepło :) zdjęcia nie mam bo zanim wyciągnęłam aparat to zjadłam :P. W końcu po całej nocy głodna byłam. Na pocieszenie mogę wstawić widok muffinek.:D :D :D też się można poślinić ;)



Na zewnątrz pogoda barowa. Ani się z łózka nie chce wychodzić. Chociaż, właśnie sobie uświadomiłam, że jest plus tej brzydkiej pogody - nie muszę myć okien :). A mogłabym typnąć, że większość sąsiadek już je umyła. No jak ostatnimi dniami było po 16 stopni to czemu nie?
Ale ja mam wymówkę - "ja chora byłam".
-  zamówienie na sofę mi gdzieś wciągnęło, no nie wiem gdzie schowałam, nie wiem, bo "ja chora byłam",
-  i różowe skarpety P. odbarwiłam chlorem,
-  i nie wiem kim był Grotowski...
-  ...i nawet nie sprawdziłam.


Ja nadal na L4 ale to już jak mówi moja doktorka "klidová lečba" czyli spokojne doleczanie się /zdrowienie. No było nie było na takie zapalenie płuc to sobie ciężko zapracowałam ehhh. Właściwie już nie pamiętam kiedy ostatnio na to chorowałam, chyba w podstawówce, ooo to dosyć dawno ;). No to jeszcze kilka dni i oficjalnie wracam na salony.

 Na chacie w związku z deszczem prace się jeszcze nie rozpoczęły a już przestój. Dziś mieli zacząć murarze, mieli budować schody zewnętrzne i coś tam jeszcze ale opisać ciężko może z fotkami będzie łatwiej.

Schody zostaną nie dość, że wybudowane od nowa, to jeszcze powiększone.




 Daszek nad garażem zostanie przycięty w prostokąt. Zniknie boniowanie, to te niby kamienie, które kamieniami ofkors nie są. Oraz zostanie wybudowana solidna pionowa (teraz jest popękana i pod skosem) ściana - ta z "balustradą".


Wczoraj udało się nam podglądnąć stolarza i nasze u niego meble. Dobieraliśmy tam jakieś dodatki, uchwyty, kosze itd.




Żeby nie było, że na L4 jestem i sobie latam i jeżdżę gdzie chcę.
Na L4 jestem i w godzinach od 12-18 mogę sobie latać i jeździć gdzie chcę, bo mam "wyjściówki" fajna sprawa takie "wyjściówki".

.

wtorek, 24 marca 2015

50 twarzy koloru białego.

  Wszystkie nasze problemy z kolorem białym zaczęły się pewnego popołudnia w krakowskim sklepie z farbami. Zakupiliśmy 3 mega opakowania białej matowej farby akrylowej. Z niekłamaną radością zabraliśmy się do malowania, chociaż jak się potem okazało połowa z nas oddałaby wiele żeby tego nie robić, ale to wszystko przez to, że mówimy w różnych językach i moje " jak ja chciałabym żebyśmy już malowali" zostało odebrane do-sło-wnie a  miało być odczytane: " niech nam to ktoś pomalujeee!!!".

Zaczęliśmy od gruntowania ścian i tu nastąpił pierwszy zgrzyt, gruntowanie ścian spowodowało, że stały się one szare i potrzebne były dodatkowe warstwy farby żeby ten efekt znikł. Tym samym, nasze obliczenia dotyczące wydajności farby zawiodły i zabrakło jej nam na pokój gościnny. Co było robić skoro na dopasowanie koloru szanse były znikome?
No to frrr do Polski i kupiliśmy  kolejne 3 (a co tam) wiadra farby. Dziś gdy to piszę z trzech wiader zostało 1,5 :P.

Po malowaniu przyszedł czas na montowanie oświetlenia. I co się okazało? Przy tak białych ścianach każde światło jest żółte. Nawet zimny biały wyglądający w normalnych warunkach trochę nierealnie nie wytrzymał porównania. Za to strzałem w 10 okazał się kolor "dzienne białe", nie będę pisać ile wycieczek zaliczyliśmy do sklepów z żarówkami. Na koniec kolor dzienny biały i matowe ledy.


Tu jeszcze z "ciepłymi" ledami.

Kolejnym problemem okazały się listwy przypodłogowe. Biały kolor zakupionych listew okazał się być kolorem waniliowym ale za to zakończenia listew są białe, żeby nie było że się czepiam. Mają ten sam nr, tego samego producenta, tą samą a jednak inną barwę :(.  Panom układającym panele jakoś szczególnie to nie przeszkadzało, ale nam już niestety tak. I znowu zaczęły się wycieczki do sklepów po listwy i co? I nic. Nic nie jest tak białe jak te nasze ....... ściany. Za chwilę chyba zamontujemy te listwy które mamy a jak kiedyś, ktoś wpadnie na pomysł i wyprodukuje listwy o kolorze PORAŻAJĄCA biel, albo nam się uda odkryć nieznane, to poprostu wymienimy.




Drzwi i ościeżnice też są oczywiście w kolorze białym. W kolorze innym niż ściany i innym niż listwy i innym niż płytki w łazience....



No własnie, bo biały kolor płytek w łazience też był problemem. Obawiam się że tak to własnie jest, jak się ma doświetlone pomieszczenia, to każdy, nawet maleńki drobiazg jest widoczny.


źródło: buzzfeed

Teraz z niepokojem czekamy na meble, mają być tadaaam - białe, lakierowane na wysoki połysk.  Powoli na dźwięk słowa biały zaczynamy dostawać gęsiej skórki. Pocieszam się tym, że kolor biały będzie przełamany czarnymi elementami, a w kilku miejscach drewnem.
A skoro o drewnie mowa.
Nie udało się nam kupić palisandru o wymarzonym kolorze i usłojeniu, mamy za to piękny, szeroki (55 cm.) fornir tulipanowca, który w rolce wygląda tak:





i ma w sobie tzw potencjał. Stolarz przygotował nam kilka próbek tzn zaolejowane, polakierowane, zabejcowane itd a My (jednogłośnie :) wybraliśmy jedną wersję. Teraz tylko trzymamy kciuki, żeby tego wystarczyło, kupiliśmy wprawdzie 25m/2 ale...
Swoją drogą nigdy bym nie przypuszczała, że kupię fornir... 


piątek, 20 marca 2015

Połowa marca

A co nowego na chacie?

No do połowy marca właściwie NIC się nie działo. Chorowanie nas skutecznie wyhamowało. Nie robiliśmy tam nic, nic, nic. Nawet firmy, które miały tam coś dłubać odwoływaliśmy. Nie miało to sensu, na chacie jest, co by nie wymyślać zimno. Owszem jak się zapali w kominku, to za godzinę jest przyjemnie, ale było nie było dopiero za godzinę ...


P. z nudów zajmował się wybieraniem kosiarki i tą na 99% mamy już wybraną. Do trawnika jeszcze lata świetlne, ale sprzęt już obczajony ;).
Meble na taras, podobnie jak sam rzeczony taras nadal są zagadką.

Odwiedził nas młody, kreatywny człowiek od drzwi do garażu - tego w chacie, tak wąskiego i niskiego że się tam tylko motor pieszczotliwie zwany "prasatkiem" i ogórki w słoikach zmieszczą. Pan wymierzył, obliczył i za dwa/trzy tyg. mają być gotowe.
Kreatywny człowiek, nomen/omen wykonawca naszych schodów. Dostał jeszcze za zadanie zrobienie kilku drobiazgów w stylu wieszak, stolik etc.

Przyjechało z Polski zamówione łóżko. Jak pomyślę jak wyglądało na wystawie w sklepie to się dziwię, że to w ogóle ktoś chce kupować, ale po zmianach jakie tam wprowadziliśmy już jestem nim zachwycona, a jeszcze nie rozpakowane :D Jeszcze go nie rozkładamy, nie chcemy żeby przeszkadzało jak stolarz się będzie kokosił z meblami.




Musimy oczyścić drewniany tram/wspornik, żeby można go było napuścić czymś tam, ale to już stolarz wybierze.

A skoro o stolarzu mowa to zbliża się wielki dzień montowania mebli. No będzie co robić, bo trochę tego jest.
Kolejne projekty mebli już mamy przygotowane. A stolarz mówi że OKROPNIE się cieszy. Teraz to już tylko jakieś drobiazgi.
Szafa do przedpokoju, stół do kuchni, stoliki do salonu, tajemniczo brzmiący "grill" na sufit i ale tego jeszcze nie mamy wymyślone stoliki nocne do sypialni.
Pokój gościnny na chwilę obecną potraktowaliśmy lekko po macoszemu, ale mam zamiar to dość szybko zmienić.

Musimy też zawieść fotel do zmiany obicia. Po nocach wymyślam jaką wersję kolorystyczną tam wybrać. Na podlinkowanych stronach jest tyle cuudów, ehh.
Czerwonego koloru mieć na chacie będziemy jak na lekarstwo, no może w okolicach 24 grudnia będzie więcej :) ale normalnie to nie, więc zmiana jest konieczna.


źródło: link

źródło: link
Czeka nas podjęcie decyzji co do klimatyzacji, ehh.
Projekt budowy grilla w ogrodzie - nie możemy się zdecydować czy ma być z wędzarnią, czy bez.
No i ofkors trwa akcja OGRÓD :)
No i Święta się zbliżają....


sobota, 14 marca 2015

OK1 - czyli Ogród Krok 1.


Ogród jak się własnie okazało jest dla mnie czarną magią, ledwo coś przeczytam to z prędkością światła mi to wylatuje z głowy. :( Ehh.
Nijak się to ma do budowania i architektury.

Naczytałam się już tyle o zakładaniu, projektowaniu i utrzymaniu ogrodów i mam taki z tego przesyt że za chwilę mi się jak małemu dziecku "uleje".

Zacznę od początku:
- NIE ZNAM SIĘ NA TYM!...ale mam ochotę spróbować.
- BOJĘ SIĘ pracochłonnych błędów, których na 100 procent mogła bym uniknąć, gdybym zatrudniła profesjonalnego projektanta, ale mam ochotę spróbować.
No kusi, kusi. To musi być poza ofkors pracą mega frajda patrzeć jak to wszystko rośnie, kwitnie, owocuje.

Tak więc:
Sprzęt (czyt. miękkie kredki) został zakupiony , część chorobowego wykorzystana i pierwsza kartka za mną. :D, bardziej jest to wprawdzie inwentaryzacja, ale zawsze coś.
Nie ma łacińskich nazw, ale zawsze coś.
W stosunku do projektów architektonicznych wygląda jak kolorowanka, ale P. jest oczarowany a to już COŚ. :)


 Pomijając dostęp do sieci to i wiedzę jakąś mam ....... w koszyku wprawdzie ale optymistycznie różowym :).


A skoro pierwszy krok zrobiony, więc myślę, że dalej pójdzie "z górki". U nas cały teren to jedna wielka górka i trochę się boję tej szybkości zjazdu.
Poćwiczę, rozrysuje jeszcze z 200 takich wersji i może coś sensownego z tego będzie.


piątek, 6 marca 2015

Chorobowo/ogrodowo

Ciąg dalszy chorowania, tym razem do leczenia przyłączył się P. Jego antybiotyk wygląda równie odpychająco co mój, ale jak na faceta przystało jest większy :).
Tym samym skończyły się jego wyjazdy na chatę. Siedzimy w domku i wspólnie się wspieramy w chorobie :) Córka nam powiedziała, że jesteśmy jak para emerytów :P. Śniadanka sobie robimy, kawusię pijemy...


Jedni szczęśliwi czytają książki, inni nieszczęśliwi siedzą nad projektem ogrodu.

Ja mam wizję siedzenia w domu jeszcze 2 tyg, no siedzenia jak siedzenia. Na L4 mam wpisaną możliwości spacerów, zakupów i czego mi się tam zachce (fama głosi, że nawet do pracy mogę iść !!!) w godzinach od 12:00 - 18:00.

MASAKRA jakaś, jak na polskie warunki dla mnie zupełnie niepojęte.
Nie napiszę, że to wykorzystuję, bo wystarczy, że wyjdę wynieść śmieci a już sapię jak lokomotywa i boli mnie wszystko (swoją drogą ten kto wymyślił, że płuca nie bolą, chyba nigdy nie miał ich zapalenia). Na razie uzupełniam wiedzę do pracy i z nadzieją na cud spoglądam w przyszłość naszego ogrodu. A właściwie jego projektu.
P. po naciskach - no należało by się wreszcie zdecydować co z tym ogrodem/projektem zwerbalizował jaką ma jego wizję: " jakoś tak, bez przesady".
Normalnie skrzydła mi opadają.

Zastanawiałam się nad skorzystaniem z usług profesjonalnego architekta. Najlepiej byłoby zatrudnić kogoś na miejscu, ale po przeglądnięciu ofert i galerii zrealizowanych ogrodów z przykrością stwierdzam, że żadna z realizacji mi nie wpadła w oko. Na hasło, że poproszę o pomoc architekta z Polski P. dostał alergii. Ciężko jest, oj ciężko. No to nie pozostaje mi nic innego jak tylko dalej czytać "Ogrodowisko" i podglądać realizacje innych założeń. Ale zupełnie a to zupełnie nie czuję się na siłach z tym ogrodem. Niby wiem jak pewne części mają wyglądać, a przynajmniej tak mi się wydaje, ale zebrać to do tzw "kupy" to chwilowo ponad moje siły.


Pocieszam się tylko że w mieszkaniu kwiatki zaczynają rosnąć, kwitnąć - czyli JEST NADZIEJA że coś mi się z tym ogrodem jednak uda zrobić.


Jak obiecywali na zdjęciu, tak też i wygląda :)

Pierwszy z rzędu fiołków zaczął kwitnąć, teraz czekam na następne.
Popatrzę jeszcze przez okno i zabieram się do niewdzięcznego zadania jakim jest dla mnie projekt tego ogrodu.

A co na chacie? W tej chwili właściwie tylko jakieś drobiazgi.


Czekamy na piękną wiosenną pogodę i do pracy mają się zabrać brukarze.

Inaczej meble wnoszone będą po błotku :).




niedziela, 1 marca 2015

Koniec lutego.


Koniec lutego, początek marca ja się kuruję, ale kiepsko mi idzie. Tylko po malejącej ilości antybiotyku widzę, że powinnam już zacząć zdrowieć.
P. jeździ na chatę niezmordowanie, codziennie, szacun.
Wczoraj w południe pojawił się na chacie pan od luster i wkleił lustro na parterze.



P. zaczął olistwowywanie parteru. Przyznam, że wyniki jego pracy zrobiły na mnie wrażenie. Kilka drobiazgów trzeba dopracować, ale wykonanie jest super.

detal przy schodach,




Został też przetestowany nowy ogrodowy sekator, cena nie była zabójcza, ale kilka gałązek udało się uciąć. Jak widać ciepła zima robi swoje. W drzewkach już zaczynają krążyć soki.



Wczoraj pojawiła się też ekipa od ociepleń, wszystko sobie wymierzyli, rozrysowali, uzgodnili. Poza fasadą mają robić również część murków oporowych, ale tych w bezpośredniej bliskości domu, wejście do domu, oraz taras. Musimy powiększyć schody wejściowe. Czy ja już pisałam, że do domu bezbarierowego mamy lata świetlne? Odległości tej niestety nie uda się zmniejszyć, ale schody mogą być ciut szersze. Za zadanie mają też skrócenie betonowego daszku nad wjazdem do garażu, oraz wybudowanie attyki nad gankiem.

Wczoraj też, na tapecie pojawił się garaż. Tym razem pod kątem konstrukcji. No i fakty przemówiły same za siebie. No może dokładniej, konstrukcja rozłożyła nas na łopatki.
Jak już wspomniałam cała działka znajduje się na stoku. W górnej, prawie najwyższej części działki jest wybudowana chata a wszystko inne jest niżej. Najniżej, bo na poziomie ulicy miał zostać postawiony garaż. Zastanawiam się jak to krótko i w miarę zrozumiale opisać, żeby ten post nie miał kilku stron. Może tak: żeby nam cały stok, wraz z częścią chaty nie zaparkował któregoś dnia w garażu istnieje potrzeba wybudowania megaśnego żelbetonowego muru oporowego, oraz solidnej hydroizolacji, no i samo napisanie tego zdania sprawiło, że koszt budowy garażu zwiększył się dwukrotnie :(.

Zdjęcie tego nie oddaje, ale drzewa na pierwszym planie rosną od 1,2 m od poziomu ulicy.

Poza tym wizja parkowania w garażu a następnie obchodzenia działki dookoła przegrała z wizją parkowania w garażu i przejścia do chaty wzdłuż garażu, przez ogród. Z jednej strony proste a z drugiej trudniejsze, bo wymaga to zbudowania komunikacji a to ofkors oznacza kolejne koszty.
Przy tych wszystkich newsach tych kilkanaście ciężarówek ziemi z wykopu jest w dniu dzisiejszym powiem szczerze drobiazgiem.
Jak zapewne wszyscy, którzy coś budowali, remontowali doskonale wiedzą, ze finisz budowy to zawsze spore wydatki. Dlatego też wydatek rzędu 50 tyś złotych w dniu dzisiejszym, niekoniecznie chcemy umieścić w swoim budżecie. Nie mówimy NIE garażowi, ale faktycznie poczekamy z tym jeszcze chwilę.