wtorek, 27 października 2015

Basen ;)


Dziś o pewnym detalu.
Rok temu nad wejściem do chaty był pełną gębą balkon. Taki normalny, z trzeszczącą balustradą, z zacinającymi się podwójnymi, pozbawionymi jednej szyby drzwiami i z cienką, przeciekającą do środka wylewką.




Ponieważ mieliśmy w planach wybudować od zachodniej strony duży taras, to balkon na pierwszym piętrze, na który wchodzi się z korytarza był nam prawdę powiedziawszy średnio potrzebny. Ja wiem wiem wszystkie te romantyczne śniadania o wschodzie słońca....mmm.
Śniadania niestety tylko w sobote i niedzielę, no bo...., i z widokiem na dwie sypialnie sąsiada, który owe sypialnie wraz z całym domkiem wynajmuje turystom, a więc zmieniająca się publiczność. I te piękne i wygodne ale jednak zawsze schody na pierwsze piętro i moje: " kochanie zapomniałam o soli, przyniesiesz?" i jego " kochanie zapomniałem o cukrze" i po takich biegach tam i spowrotem, to ja dziękuję bardzo, wyjde na taras trzy kroki od stołu kuchennego -  napisane jednym tchem. A jak będe chciała pobiegać, to za domem mam fajny las ze ścieżkami rowerowymi, trasami turystycznymi i nawet ścieżką dla koni. (Gdyby jakiś koń był zainteresowany to zapraszam.) Wracając do balkonu. W cieniu bo w cienu, bo od zachodniej strony zjem to sniadanie na tarasie. A balkon jest wprawdzie od strony wschodniej, ale rano, tak do 9 słońce schowane jest za dużymi świerkami, które rosną obok chaty. Więc też w cieniu.... a później pojawia się w całej krasie, ale jak przeanalizuję dwa ostatnie lata, które były upalne, to smacznego o 10 w pełnym słońcu. Tak, że tyle wyjaśnień, wracam do basenu.

Drzwi balkonowe zamieniliśmy na duże okno a daszek nad wejściem został zmieniony w basen ;)
A jak to zrobiliśmy?



Dobudowane zostały ściany boczne i czołowa a wewnątrz zostało ułożone 35 -30cm ocieplenie stropu i za pomocą specjalnych styropianowych klinów uzyskaliśmy spadek w kształcie litery "Y" Wszystko to zostało perfekcyjnie zaizolowane i wykonana została profesjonalna hydroizolacja. Teraz do tego pięknego basenu mamy zamiar wysypać kamienie i wściekać się jak nam tam liście napadają.





Nawet odprowadzenie wody deszczowej było kombinowaniem i twórczością.












wtorek, 20 października 2015

Tooway


Skoro internet, a raczej jego brak był problemem z którym borykaliśmy się tak długo, to stwierdziłam, że jak już jest, to warto o nim wspomnieć.
Chata leży w dolinie i otoczona jest lasami, co powoduje, że o dobrym zasięgu telefonicznym możemy tylko pomarzyć, a o internecie od razu zapomnieć.
Nie poddawaliśmy się i przez kilka miesięcy trwały próby anten, modemów i innego tatatajstwa.
Na koniec okazało się, że nie zostało nam nic innego jak tylko internet satelitarny.
Antena jest wielka, ciężka i skierowana w podobną, ale jednak inną stronę niż antena TV. Niestety na etapie projektów o tym nie pomyśleliśmy.
Normalna antena ma wspornik ukotwiony w ścianie nośnej, wszystkie kable są schowane i nic nie widać. Antena sat. do internetu jest niestety zbyt ciężka i zbyt wielka, żeby mogła być zamontowana na tym samym wsporniku.
Ponieważ budowa pergoli jest nadal tematem otwartym, jedynym rozwiązaniem było umieścić antenę na pergoli. Nie podoba mi sie teraz obraz dwóch anten na froncie chaty, ale jak się nie ma co się lubi...
Być może, że w przyszłości antena wyląduje w innym miejscu, ale to jeszcze zobaczymy.









Jak na razie jesteśmy zadowoleni z faktu, że mamy internet, mimo, iż jest kilka minusów:

- wysokie koszty początkowe (zakup sprzętu )

- dość wysoki abonament, (firma niestety nie przystała na naszą propozycję "2 miesiące płacimy a 10 dostajemy gratis")

- mój adres IP błąka się jak koziołek Matołek po Europie i raz jestem w Paryżewie (Francja), raz w Bernie (Szwajcaria) a najczęściej odwiedzam Turyn (Italia). No a jak tam są właśnie burze to mój internet jest w kosmosie :P

piątek, 16 października 2015

Żywopłot.


Grube prace dookoła chaty nareszcie się skończyły. Mury oporowe, elewacja, chodniki z kostki brukowej, taras (podstawy) wszystko to już zostało zrobione, mogliśmy się nareszcie zabrać za sadzenie grabów.





 Rok temu miejsce sadzenia wyglądało tak:






Później leszczyna została wycięta oraz wykopane zostały jej korzenie, oczekiwaliśmy dużych korzeni, a tu niespodzianka.







Teren został wyrównany i przez rok osiadł.





.
 Ponieważ "parę" metrów do kopania było, to zrobiła to za nas koparka. Ale reszta już była w naszych rękach.




Grabami przez rok opiekował się ogrodnik a efekt widoczny na zdjęciu. Sadzonki wyrosły i w momencie sadzenia niektóre miały 1,5m ale nie o taki efekt nam chodziło, więc po posadzeniu i podlaniu przycięliśmy je. Nie wiem jak się zachowają sarny, czy nie będa ich obgryzać, dlatego zostawiliśmy sobie margines w postaci 20-25 cm o które możemy na wiosnę je jeszcze skrócić.









Żywopłot za chatą jest posadzony w mijankę 5 szt na metr bieżący w dwóch rzędach. Natomiast żywopłot przy podjeździe jest posadzony w jednym rzędzie ale też gęsto.




Żywopłot z grabów został również posadzony wzdłuż podjazdu. Sąsiad na wiosnę ma podobno wycinać rosnące za nim świerki, które już nie spełniają swojego zadania. Ciekawa jestem, jak po tej wycince będzie wyglądał nasz żywopłot.


wtorek, 13 października 2015

"L" jak lampy - DIY.


Chata można niesmiało powiedzieć: wyremontowana. A skoro wewnątrz remonty zakończone, to najwyższy czas na oświetlenie zewnętrzne.
Ponieważ nie mogliśmy się zdecydować na to, jaką lampę mamy zamontować przy wejściu, kupiliśmy kilka, które się nam mniej lub bardziej podobały i zabraliśmy się do przymierzania.
A co z tymi lampami później? Zwróciliśmy je do sklepu. No wiem, wiem, brutalnie wykorzystaliśmy możliwości jakie daje zwrot towaru po zakupie bez podania przyczyny, ale nie każdy ma na tyle fantazji, żeby sobie wyobrazić jak, co i gdzie, będzie dobrze (wg. nas) wyglądało. Tak więc.... dziękujemy Ci ustawo/ustawodawco/sklepie/sprzedawco....ect.


Zwycięzcą na lampe przed drzwiami wejściowymi stała się biała lampa z fot. wyżej, tylko w czarnym kolorze:



Lampy na tarasie, swiecą w dwóch kierunkach, w chwili obecnej wygląda to lekko (jak dla mnie ) komicznie, ale po wybudowaniu pergoli z markizą, będzie to, mam nadzieję ciut lepszy efekt.




I na koniec lampy w ogrodzie. Lampy zostały kupione w jednym popularnym markecie budowlanym,  ich montaż był prosty. Jedynym utrudnieniem była potrzeba umocowania lampy na stabilnym i twardym podłożu. Zdecydowaliśmy się na zrobienie mini fundamentów a ich budowę mogę śmiało podciągnąc pod DIY. A jako że DIY zwykle mają tytuł to ten dzisiejszy zatytułujemy:  "Kreatywne wykorzystanie doniczek po drzewkach ozdobnych jako fundament pod lampy ogrodowe". - normalnie jak tytuł pracy dyplomowej:P

Mam nadzieję, że zdjęcia wystarczą i nie muszę dodawać opisu :)











Na koniec, dopiszę jeszcze, że podłączanie tych lamp obfitowało nie tylko w kreatywne pomysły z naszej strony, bo na zakończenie doczekaliśmy się również efektownych fajerwerków, które nam zasponsorował jakiś mało frasobliwy, drobny, skośnooki człowieczek z CRL gdzie lampy były wyrobione. A jak to zrobił? No najprawdopodobniej na lini produkcyjnej, ładnie, bo w supełek połączył ze sobą wiązki kończącego się kabla. Efekt był taki, że trzasnęło, błysnęło i prądu nie miało pół wsi :P. Naprawiający to wszystko elektryk zapytał, czy może sobie zabrać na pamiątkę ten kabel, bo już raz o czymś takim słyszał a teraz będzie się mógł chwalić, że sam coś takiego MA.  

Po wymianie kabli, (w tej sprawnej kable zostały wymienione prewencyjnie) lampy działają, szkoda tylko że czujnik ruchu, który je załącza nie ma opcji "małe zwierzęta". W ten radosny sposób biegające jak szalone i chowające na zimę orzechy wiewiórki, uruchamiają je kilka razy w nocy :( O sarnach nie wspomnę, bo to już gruby zwierz. Czyli "dyskoteeeka gra" :P

środa, 7 października 2015

Garaż.

W trakcie upalnych, letnich dni mogliśmy się zabrać za gruntowne odświeżenie garażu. Wyniesione zostały wszystkie sprzęty, całość posprzątana, odkurzona, zagruntowana i 2 razy pomalowana. Nie odczuwaliśmy potrzeby tynkowania ścian garażu, który będzie wykorzystywany jako garaż/piwnica/pomieszczenie techniczne itd..









Większe ubytki wylewki w podłodze zostały uzupełnione a podłoga została przeszlifowana takim cudem.


No muszę powiedzieć, że na początku urządzenie to lekko sponiewierało operatora, ale z czasem operator radził sobie coraz lepiej i na koniec to ON decydował co i gdzie było polerowane. :P



Następnie podłogę zagruntowaliśmy a później pomalowaliśmy specjalna "gumową" farbą.





Po wyschnięciu wnieśliśmy wszystkie rzeczy spowrotem i znowu jest bałagan :(. Teraz czekamy na odpowiednią konfigurację gwiazd, bo na księżyc nie ma co liczyć, raz jest błękitny, raz znowu krwawy) i posprzatamy tam (czyt, połowe wyrzucimy).


niedziela, 4 października 2015

Taras w praktyce.


W trakcie wcześniejszych prac zostały przy zachodniej ścianie chaty wybudowane słupy podporowe pod konstrukcję tarasu.


Goła ziemia została przykryta tkaniną a na nią zostały wysypane kamienie, nie chcemy aby nam tam rosły jakieś chwasty, stąd tkanina a kamienie utrzymuja ją na stałym miejscu.










 Stalowa konstrukcja została zamówiona , docięta na wymiar i przywieziona na miejsce.



Po 6 godzinach spawania (2 spawaczy) rusztowanie było gotowe.



Kolejnych kilka godzin zajęło nam malowanie całej konstrukcji (2x), za reklamy mi jeszcze nie płacą ale farbę widac na foto :P Kolor "czarny młotkowy".



 Następnie nakleiliśmy taśmę z pianki, żeby betonowe płyty nie drapały stalowych belek.



Po pomalowaniu, po deszczu, (fajny efekt, zaraz go wstawię na instagram :)
i po ułożeniu pierwszej płyty :)






Tutaj jeszcze ze starymi meblami ogrodowymi, ale nie bedziemy w tym roku wystawiać nowych niech sobie jeszcze poleżakują w piwnicy.



Teraz robimy casting na wykonawcę pergoli na tarasie. Pergola ma być prosta jak się tylko da a jak dotąd 5 wykonawców powiedziało że się "nie da" bo zbyt proste i oni "nie umiom". Tak, więc casting trwa.