czwartek, 25 lutego 2016

Zima w letnim domu

Właściwie tytuł powinien brzmieć: "Wiosna w letnim domu". Po okolicy w pogodne dni przetaczają się tumany żółtego pyłku. Leszczyna kwitnie w najlepsze.



 Kwitnie i brudzi. 




Znajoma (pozdrowienia dla Ciebie Paulinko) zapytała mnie niedawno, czy nasz dom jest tylko domem na lato. No tak. Jest to letni dom, wiem jak to brzmi, ale taka jest prawda. Kupowaliśmy go z zamysłem mieszkania tam przez okres lata, ew. ciepłej wiosny i ciepłej jesieni. Poza klimatyzacją zaopatrzyliśmy go wprawdzie w kaloryfery i kominek, ale wiosenne wieczory potrafią być przecież chłodne. Chcieliśmy też mieć możliwość spędzenia tutaj Świąt Bożego Narodzenia, czy też Sylwestra. Wprowadziliśmy się na początku lata. Teren dookoła wyglądał, jak na pewno pamiętacie, jak poligon wojskowy a sama chata z zewnątrz, jak plansza do ćwiczeń w strzelaniu, ale poza faktem, że byliśmy na miejscu podczas prac wykończeniowych, co było nie ukrywam dla nas ogromną wygodą (dla ekip wykańczających wręcz przeciwnie ) to jeszcze nie musieliśmy mieszkać w mieście. Upalne lato dzięki świetnej izolacji spędziliśmy w zaskakująco chłodnych pomieszczeniach do tego stopnia, że montaż klimatyzacji okazał się niepotrzebny, ale kable i rurki były już przygotowane i wystawały z elewacji , no to dokończyliśmy  to co zaczęliśmy i jak na razie poza próbą czy w ogóle to działa to jej nie używaliśmy (ma opcję ogrzewania pomieszczeń - ale z tego też jak na razie nie korzystamy). Upalne lato skończyło się, po nim przyszła kolorowa jesień a następnie zima. A nam się nie chciało wyprowadzać, testowaliśmy czy się da tutaj dalej mieszkać. Jest połowa lutego a nasz letni dom spisuje się znakomicie

Tegoroczna zima, nie wiem jak u Was, ale u nas jest taka nijaka. Chwilkę, tzn. jakieś 5 dni był śnieg drugie tyle były mrozy ok -10/-16 i to jak na razie byłoby na tyle. 





Krajobraz dookoła powoli zaczyna przypominać wczesną wiosnę, wszystko zaczyna rosnąć. W lesie pojawiły się bazie, czy jak tam kto woli kotki, kwitnie leszczyna i zaczynają nabrzmiewać pąki kasztanowców. W ogródku spod ziemi wylazły, co mnie niestety dość martwi,  żonkile i czosnki... już się boję co będzie dalej, a tak się cieszyłam na te czosnki... W piwnicy zgłupiały figi i wypuszczają liście, jak tak dalej pójdzie, to będę musiała je przetransportować do pokoju dla gości, bo w piwnicy mają zdecydowanie za mało światła. Ehhh.

W lesie i w ogrodach po sąsiedzku zaczęła się wycinka drzew. Sąsiedzi poszli na całość i jeden obciął dwie megaśne sosny a drugi pięć równie megaśnych świerków. Trochę potrwa, aż się przyzwyczaję do widoku jego gołej działki. 



Nas też czekają podobne prace porządkowe, na szczęście wielkość wycinanych drzew jest nieporównywalna z tymi, które już poległy. Musimy oczyścić brzeg działki przy wjeździe i posadzić tam żywy płot. 

  

Gałęzie gołych od dołu świerków rosnących przy wjeździe zaczynają wchodzić w linię energetyczną, więc żeby nie było z tym problemów, też musimy je usunąć. Na kosmetyczne cięcie czeka też wyrośnięta brzoza.


W przyszłym tygodniu mamy spotkanie z firmą która będzie wykonywała nam pergolę. Dla przypomnienia, pergola ma być podobna do tej.

źródło: corradi

Jako, ze zmrożonego gruntu jakoś się nie możemy doczekać, to wykopywanie korzeni po rosnących kiedyś w ogrodzie drzewach będzie musiało poczekać do wiosny. 




Planowana budowa sztucznego jeziorka po drugiej stronie drogi zaczyna nabierać kształtu i to nie tylko na mapach zagospodarowania terenu. Pierwszym jego krokiem jest budowa nowej linii energetycznej a wczoraj zostały wytyczone linie do kopania i drzewa do usunięcia, które rosną na jej drodze.


Co poza tym? W domu zakwitł amarylis i ma 11 kwiatów!!!







poniedziałek, 15 lutego 2016

Pomysł na spacer- Tyniec

Ostatnio mam sporo wolnego czasu, więc nadrabiam spacerami i krótkimi wyjazdami. :) Dziś prezentuję Wam kilka zdjęć z wypadu do Tyńca. A dla tych, którzy rejonów Krakowa nie znają, śpieszę z wytłumaczeniem. Tyniec to zachodnia część Krakowa, dzielnica ta jest najbardziej znana z umieszczonego na wzgórzu wapiennym klasztoru benedyktynów. Istnieją oni od XI wieku i są jednym z najbogatszych zakonów w Polsce. Z pewnością wielu z Was kojarzy ten zakon z ich wyrobami, czyli z miodem, kosmetykami, apteczką, alkoholami, wędlinami czy rękodziełem. 


Osobiście nie miałam okazji wypróbować ich produktów, ale ruch w sklepie był przeogromny a produkty wyglądały smacznie, schludnie i czysto a to już jakiś znak!

Dojazd do klasztoru jest bardzo prosty, zwłaszcza jeśli wpiszemy w GPS'a ulicę Benedyktyńską 37. Prawda, że proste? :P Istnieje też możliwość dojechania autobusem linii 112. Po więcej informacji odsyłam na stronę internetową klasztoru. Na miejscu są dwa parkingi, oba bezpłatne. Teraz w okresie błotnym, polecam zaparkować na tym drugim, czyli widocznym na zdjęciu. My niestety zaparkowaliśmy w błocie. :(



Na terenie Opactwa znajduje się również muzeum a w środku można znaleźć detale architektoniczne, informacje o kulturze lateńskiej, łużyckiej i lendzielskiej. Dodatkowo można wypić kawkę/herbatkę w kawiarni oraz zjeść obiad w restauracji. Bardzo chciałabym Wam polecić któreś z tych miejsc, ale z powodu braku wolnych miejsc (!!!) musieliśmy  obejść się smakiem. Dodam, że byliśmy w środku tygodnia...


Poniżej kościół Św. Apostołów Piotra i Pawła.


I widok na panoramę Piekar.


I widok w drugą stronę. :)



Trochę autorki :)

 

Trochę dziedzińca

 


Oczywiście chciałam ująć błoto na parkingu. :D


Na koniec trochę podsumowań. Miejsce jest urokliwe, ciche i warte zobaczenia. Wycieczka zajęła nam niewiele czasu, bo niestety Opactwo okazało się być bardzo oblegane. Widoki są niezłe, ale koniec końców... trochę nie było co robić. Tak obiektywnie mówiąc, polecam dojechać tam na rowerze, trasa jest prosta i przyjemna (tak przynajmniej powiedział mi  rowerzysta z prawdziwego zdarzenia) a tak przynajmniej będzie to trwało dłużej niż podjechanie autem. 

poniedziałek, 8 lutego 2016

Jak znaleźć Harrego w Krakowie?

W tym roku spełnię jedno ze swoich marzeń, czyli odwiedzę Warner Bros. Studio Tour London a dokładniej... zaglądnę do świata magii i czarodziejstwa w Hogwart'cie. Moi bliżsi znajomi, znają moją małą obsesję na tym punkcie, a włączenie tej serii w moim domu kończy się parodiowaniem przeze mnie wszystkich możliwych postaci. To uciążliwe dla innych, ale jak ja to kocham! Do rzeczy... Przechadzając się po najpiękniejszym polskim mieście, czyli Krakowie rzecz jasna - musicie mi wybaczyć, ale jestem prawdziwym krakusem, dostałam ulotkę. A jaką? A taką:


I przepadłam. Lokal znajduje się na ulicy Grodzkiej 50/1, czyli w samym centrum Krakowa.  Jest czynny od 8:00 rano aż do 22:00. Kawiarnia, choć skromnie urządzona ma swój Potter'owy klimat. Zobaczcie sami.
 A ja wciąż czekam na ten list...
Oczywiście, nie mogłam sobie odmówić ulubionego napoju uczniów Hogwart'u! 
A w toalecie był napis: 'Wejście do Ministerstwa', ale tam już nie miałam aparatu. Nie miałam też czasu na taką wycieczkę. :D Wracając do kawiarni, obsługa jest bardzo miła, muzyka lekka - fajne nuty, jest też spokojnie. Dodatkowo można zagrać w planszówki. My skusiliśmy się na rozgrywkę w szachy. Sama nie wiem, ile razy przegrałam. :( Wojtek chciał mi dać wygrać, ale powiedział, że nie potrafił tak źle grać. :P

Polecam serdecznie!