czwartek, 28 kwietnia 2016

Porodnice - matko kochana, co za słowo?

Porodnice - czyli porodówka :P

U mnie w innym sensie niż dosłownym.
Ale skoro Kovozoo może mieć porodówkę dla stalowych zwierzaków, to ja mogę mieć porodówkę dla roślin. To po prostu takie miejsce, w którym w cieniu starej, wysokiej tujki są poukrywane doniczki z wszystkim co tylko możliwe. Gdy kupiliśmy chatę, to dookoła niej rosły jakieś kwiaty, kwiateczki, krzewy, trawy i drzewka. Tych ostatnich nie udało się, albo też nie chcieliśmy, ocalić, ale jakieś tam krzewinki i kwiaty to i owszem. Nie jest to najlepszy pomysł- taki sentyment stwierdzam, bo strasznie dużo jest z tym pitolenia się, no i mam mega bałagan na górce/skalniaku przy wejściu. Może kiedyś zdobędę się na odwagę i to wszystko posprzątam, pousuwam, poprzesadzam, no coś na "P" na pewno.

Na początek fragment skalniaka :) i prezent od sąsiadów. Wiedzą że lubię orliki, ale sarny też je lubią i tak powstaje konflikt interesów :(.


Tutaj nieudany eksperyment z siewkami stipy, no niby już urosły, ale nie przezimowały. (W doniczkach nie przezimowały, ale te w ziemi, obok starych egzemplarzy przeżyły zimę bez problemu ;/).


Skrzynka malin czekających na swoją kolej. Żurawki, hortensja, trawy, świerki, mięta, krokusy, wiciokrzew...


sosna himalajska i sośnica.


Tutaj zapuszczona przez ogrodnika amatora - znaczy się mnie, wierzba Iva (za mało obcięta), oraz świetnie sobie radząca szałwia biała :) ta została obcięta dobrze.


 Eksperyment o nazwie czosnek karatawski w fazie wzrostu, a rośnie "w oczach". 


Soczyście zielone orliki przesadzone z nieistniejącego już zarośniętego ogrodu, mam nadzieję, że chwilę pocieszą moje oczy, bo poza hostami są najbardziej ulubionym przysmakiem saren w moim ogrodzie. W tle orlików, trawa stipa Tenuissima Ponnytails, nie obcięta na wiosnę, bo wg jakichś mądrych głów miała nie przeżyć zimy, więc... A przeżyła i na cięcie było późno. Uważam, że nie wygląda tak strasznie, więc jakoś ten swój błąd przeżyję. :) Po sadzeniu żywego płotu zostały mi dwa grabki, już mam co do nich dalekosiężne plany - zobaczy się co z tego będzie, albo nie będzie.
Bokiem przykleiła się tujka podróżniczka. Jest kilka takich okazów w ogrodzie, które cierpliwie znoszą moje ciągłe ich przesadzanie.


 I kolejna nowość w ogrodzie- tulipan kazachstański.
 Lubię takie nieoczywiste rośliny.



Trzy sadzonki rozmarynu czekające na posadzenie w nowej dużej donicy, odrastająca trawa rozplenica japońska Moudry, jakaś hedera, ale nazwy nie pamiętam :P. Drewno na donice już się robi, więc za jakiś czas plastikowe "donice" do zrobienia których użyłam (nowych) pojemników murarskich zostaną schowane. Są dwa pojemniki, jeden płytszy a drugi głębszy. W płytkim są zrobione dziurki w dnie i tamtędy do większego pojemnika spływa nadmiar wody, która po ulewnych deszczach czasem wylewamy. 


Poniżej znajduje się barwinek, z którym początkowo walczyłam, ale gdy odkryłam, że sarnom nie smakuje, to zaczęłam o niego dbać żeby się rozrósł jak najbardziej i oczywiście jak najszybciej.



Forsycja, także niejadalna dla saren tutaj w niewidocznej formie piennej. Pół zimy kombinuje gdzie ją przesadzić bo tu gdzie teraz rośnie, może i na wiosnę ładnie rozświetla kąt, ale nijak tam nie pasuje. Wygląda na to, że dołączy do grona ogrodowych podróżników. 



Na tarasie, mam dwa, nie owijajmy w bawełnę, szpetne bukszpany. Mam nadzieję, że rosną, bo w ramach kształtowania potraktowałam je okrutnie.




Ale, żeby nie było. Podlewam, nawożę, chucham, dmucham i niecierpliwie czekam. A wyglądały tak ładnie...



Co poza tym? Po kilku dniach deszczowej pogody pojawiły się przymrozki, co sprawiło, że dolina wyglądała tak jak wygląda jesień, zima i wiosna w jednym. Czekamy na lepszą czyt. cieplejszą pogodę i mamy zamiar kopać, siać, ciąć i sadzić.
3 Pory Roku 

czwartek, 21 kwietnia 2016

Zmieniamy barwy

Witajcie!

We wsi już zielono a u nas pod lasem ciągle jesień. :) Po ostatnich deszczach wiosna nareszcie zaczyna pokazywać swoją prawdziwą twarz. 

A jak przystało na  prawdziwą wiosnę zmieniają się barwy. A czym jest dla nas ta "zmiana barw"? No, wymieniliśmy motor!!! Teraz zamiast sobie radośnie i dość głośno pyrkać to szzzzzzzeleścimy, co P. strasznie wkurza. Po Hondzince to nawet łezkę tajniacko uroniłam. Ehh nie będzie się już człowiek nosił w skórach i przeglądał w niklowanych elementach motoru mmmmm.


Honda VTX 1800 F

I jeszcze wspomnienie z miejsca, w którym moim zdaniem, "must be", czyli:

Grossglockner Hochalpenstrasse


Ale co zrobić? Jak to się mówi: "idzie nowe" Szło, szło i przyszło. A z nim nowe potrzeby,
teraz bedziemy podróżować na takim :). 

BMW K1300GT


Żeby nie było, że ostatnio tylko przyjemności. 

Elementy ogrodu też zmieniają barwy. Dokończyliśmy malowanie pergoli, a resztką farby jaka nam została pomalowaliśmy wszystko co się dało, czyli stare krzesła i nowy stolik ogrodowy. Oczywiście to, że stolik był nowy to wcale nie przeszkadzało i że był czarny to też nie. Teraz jest czarny inaczej. :)


Stara ocynkowana konewka, co do której mam jeszcze dalsze plany :)


Nawet łopata sztychówka nie uciekła spod pędzla.


Lampy ogrodowe, zasilane energią słoneczną z 8 diodami led, zakupione w okazyjnej cenie, również zmieniły kolor ze srebrnego na czarny.


Lampy oczywiście NIE zostały pomalowane Hammerite :) tylko inną farbą w sprayu. Mają funkcję czujnika ruchu, który wzmacnia stale świecące (po zmroku oczywiście) światło na ok. 1 min.  

Teraz jeszcze musimy znaleźć chwilkę czasu i zamocować je. A później to już tylko klimatyczne fotki robić. :)



piątek, 15 kwietnia 2016

Wyrywkowo

Nie żebyśmy robili casting na koparkowego, ale mieliśmy ich tutaj wielu. Kilku było naprawdę dobrych. Jeden z nich: młody, ambitny i bardzo pracowity chłopak, pojawił się znienacka w poniedziałek po obiadku i zabrał się za nasz ogród ( znienacka bo mowa była o środzie, no, ale nie miał co robić...). Ilość korzeni do usunięcia, była całkiem spora, ale spryciarz uwinął się z tym w 6 godzin.



  



Poza wyżej wymienionymi korzeniami, mamy na działce:


-słup elektryczny z wkopanymi w ziemię, biegnącymi od niego w różnych kierunkach dwoma przewodami z prądem. Przewody zasilają chaty położone wyżej w lesie,



-doprowadzenie wody z potoku do chaty nad nami, wraz z kablem elektrycznym zasilającym silnik pompy. (to jest niestety w bliżej niezidentyfikowanym miejscu), 



-linę podtrzymującą słup (Eon zaproponował, że nam ten słup wymieni na taki, który owej liny posiadać nie będzie, no to czekamy - żeby nie było, żeśmy niby tacy naiwni, na papierze umowę mamy spisaną, HA! ). 


Chętnie powiedziałabym, że wszystko poszło gładko, ale niestety, niektóre korzenie były delikatnie mówiąc duże i w jeden z nich był wplątany kabel, więc przypadkowo wyłączyliśmy prąd 3 chatom. Na szczęście awarię dało sie szybko usunąć. 
...tutaj, niebieskie, wypełnione żelem cudo, za pomocą którego łączy się "takie sytuacje" ;)
Właściciele braku prądu nie odczuli bo był to poniedziałek, a wzmożony ruch na chatach jest w okolicach weekendu. To co napisałam nie obejmuje oczywiście "Pana Doktora Mrówki". Ten ma swoją chatę naprzeciw naszej, w dolince za potokiem i jest chyba niespełnionym chirurgiem, bo jak tylko zrobi się przyzwoita pogoda to On się pojawia i "walczy". Kosi, ścina, piłuje, klepie, normalnie całkiem jak...JA. Dr nie nazywa się oczywiście Mrówka, to ja go tak nazwałam bo taki pracowity. Nawet nie wiem jak wygląda, bo znam go przecież tylko ze "słyszenia". A że prawdziwy doktor to już wiem od sąsiadów ofkors.

Kolejnym etapem, czyli następne 8 godzin, było wywiezienie 3 kontenerów korzeni i szeroko pojęte, użyję słowa "równanie" terenu.


Jak się okazuje takie rozrywki to dość jednak kosztowna sprawa. Nie liczę Pana Koparkowego, to wiadomo. Do tego dochodzi transport tych korzeni na miejsce, gdzie zostaną zmielone, wymieszane z sama nie wiem czym, abym po pewnym czasie mogła kupić tą ziemię do ogrodu. Ziemia jest tania, rośliny na niej rosną jak na drożdżach - ciekawe co tam dosypują?  Ale jak się dowiedziałam ile kosztuje oddanie tony moich korzeni do takiego miejsca to już wiem dlaczego ta ziemia potem jest taka tania. Mnie za tonę korzeni kasują 150,- a gdy kupuję, to za tonę ziemi płacę 50,-.



Ogród wygląda lepiej. Brzeg w jego górnej części uzyskał wprawdzie ostry, ale równomierny spad, utworzone zostały tarasy. Teren został lekko wyrównany, oczywiście w miarę możliwości. Żadne ze zrobionych zdjęć nie oddaje faktycznego ukształtowania terenu, więc będziecie musieli poczekać, aż coś tam urośnie. Wtedy pojawią się "piętra".

Teraz się zastanawiamy czy nawozić ziemię na całość, czy tylko do skrzyń. Nooo skrzynie :) 

Skrzynie to nasz nowy pomysł. Drewno już zamówiliśmy i jak zostanie dowiezione, to będziemy zbijać skrzynie. Na tak dużą rodzinę ;) to na początek stwierdziliśmy, że trzy wystarczą.


Dla zainteresowanych tematem, linki pod zdjęciami odsyłają na strony z krótkimi artykułami poświęconymi tej tematyce. 

źródło

źródło



Żeby nam sarenki nie spapały tego co urośnie, też coś wymyśliliśmy, ale o tym napiszę więcej jak już plan zrealizujemy.




Pozdrawiam,

czwartek, 14 kwietnia 2016

Strzałeczka

No MUSZĘ o tym napisać. No muszę. 

Więcej niż rok kombinowałam, jak sobie ułatwić życie, a że informatyk ze mnie cała gębą , no to ofkors "nie szło". A tu nagle, wczoraj, podczas mojego porannego meetengu po internecie, coś pękło, czy się złamało. I nawet informacja typu: "adres url zawiera niedozwolone znaki" nie przeszkodziła w pojawieniu się "Scroll to Top Button", czyli normalnej strzałeczki. Aaaaaaaaaaaaa!




No taki drobiazg, a taka happy jestem :)

sobota, 9 kwietnia 2016

Grill - już planujemy :)


Witajcie :)

Kilka dni ciepełka i wróciło to dziwne uczucie, jak to nazwać "grillowy głód"? Śmieszne, ale prawdziwe. A że, wegetarianami nie jesteśmy to naszą wyobraźnią rządzi w większości grillowane mięsko.





Cały ubiegły rok cieszył i zaspokajał nasze podniebienia mały,
źródło:Walmart
 walizkowy grill, kupiony w Lidlu za całe 30,- (pln. żeby nie było nieporozumień).
źródło: Walmar

Do kwestii grilla, robiliśmy podchody już od roku. Plany były co najmniej mocno zakręcone i już raz o nich pisałam. Wtedy tzn. tu rozważaliśmy budowę takiego grilla,

źródło: kamienogrodowy
później kamienna koncepcja padła, ale zrodziły się nowe. 
- Metalowe,

źródło: gardenista, oraz Tole ,
      

 .... i mimo, iż obojgu nam podoba się samordzewiejąca blacha , to ta za żadne skarby nie pasowała do naszej chatki, więc znowu koncepcja padła.

A że jak to czasem bywa, ze skrajności w skrajność, to następny grill był już mniej rdzewiejący. :)

źródło: Weber
 Jednak: 
- cena,  
- brak miejsca na przechowywanie podczas zimy, no bo w końcu chata w lesie, to go tak samego sobie nie zostawimy (chociaż myślę, że sam by za długo nie był i szybko znalazłby sobie opiekuna), 
- no i ostatnia kwestia grill jest GAZOWY :(. 
Tak, że i ta koncepcja padła.

Mnie się nie podobają grille, gdzie dominującą częścią jest przewód kominowy, czyli nie podoba mi się to zwężanie się ścian - części kominowej,
czyli to:
źródło: Castorama


Chciałam grill prostokątny, sześcienny, kostkowaty, kubikowy, czy jak tam jeszcze chcecie to nazywać. Oczywiście z jak najmniej widocznym klasycznym kominem. P. chciał mieć miejsce na, nawet nie wiem jak to napisać bo wędzeniem tego nazwać nie można, na ogrzewanie, czyli coś lekko w ten deseń. Jednak nie miała to być klasyczna wędzarnia.  




Z czegoś takiego (mam na myśli materiał).



 a z dachem wyglądającym mniej więcej tak:


Ja chciałam jeszcze z klapą do zamykania po imprezie, ale ta opcja nie przeszła :(, wzdycham do niej i dalej mi się podoba.
Pinterest to prawdziwa kopalnia pomysłów, trzeba sobie tylko zarezerwować duuużo wolnego czasu i chłonąć. :)


Mamy sympatycznego sąsiada, który z radością małego chłopca siedzi przy ognisku i opieka wszystko, co mu pod rękę wejdzie. Tak więc pozostaje jeszcze kwestia tradycyjnego ogniska i opiekania na nim jeszcze bardziej tradycyjnych kiełbasek, ale myślę, że na to będzie miejsce w odległej części ogrodu.





omniomniom...