środa, 29 czerwca 2016

Skrzynie na warzywa

Witajcie!

Wyobraźcie sobie, że nawet grzebiąc w ogródku można się uczyć języków. A niby jak? No to czytajcie, będzie historyjka z życia. :) Petr mi zadał pytanie: "Czym się różni warzywo od jarzyny?" bo używam tych określeń naprzemiennie, po prostu jak mi "po drodze". Wiecie? Bo ja nie wiedziałam, ale jak przeczytałam, to nie dość, że mnie olśniło to i okazało się jak język polski ma blisko do języka czeskiego. Już tłumaczę, dziś realne znaczenie tych słów się nie różni, ale znaczenie etymologiczne jest inne. 
  • Warzywa, to rośliny które miałoby się warzyć czyli gotować. W języku czeskim słowo vařit (gdzie "ř" jest zbliżone wymową do naszego "rz") oznacza właśnie gotowanie. 
  • Natomiast jarzyny, to w skrócie rośliny, wcześnie plonujące, czyli jare a których przeciwieństwem są rośliny ozime ( o zbożu ozimym to chyba każdy słyszał - to takie, które sieje się w jesieni i pod pierzynką śniegu czeka sobie taki zielony, kilkucentymetrowy łan na wiosnę). Wracając do języka czeskiego i do jarzyn od słowa jare, czyli wiosenne, w języku czeskim słowo "jaro" oznacza własnie wiosnę. :) 
I już macie i już wiecie i już znacie dwa czeskie słowa i już nawet mądrzejsi jesteście o wiedzę, być może mało potrzebną, ale zawsze coś.



A teraz do rzeczy. Jeśli pamiętacie jak wyglądała rozsada pomidorów w domu, w kwietniu to popatrzcie co teraz u niej słychać. :)


Tak wyglądała po posadzeniu do skrzyń w maju.


A tak wygląda rozsada w chwili obecnej. Już owocuje, liście rosną jak szalone, więc je obcinam i wygląda na to, że posadziłam pomidory zbyt gęsto, bo co 50 cm od siebie. W przyszłym roku chyba zwiększę odległości. Zobaczę jeszcze czy gęste sadzenie będzie miało wpływ na ich wybarwianie się. No zobaczę i poczytam w Googlach, bo tam czasem mądre rzeczy piszą.


Pomidor odmiany "Bycze serce"

Sałata lodowa, tuż po posadzeniu w towarzystwie rukoli i fenikla. Żeby nie było niejasności. Sałatę i rukolę kupiłam. Fenikl (to ten mikrus między sałatą i rukolą) posiałam sama.


A tak bidule ze zdjęcia powyżej wyglądają teraz.


Rzodkiewkę ze zdjęcia po prawej stronie już zjedliśmy, posiałam ją gęsto i żal mi było przerywać, więc urosła ile mogła, znaczy się czytaj była mała. Teraz posiałam rzadko i czekam na powalający efekt. Rukolę nam podjadają o dziwo opuchlaki, jednak nie te wielkie tylko młode pokolenie, ale pierwsza rukola była śliczna. Wygoliliśmy ją do korzeni, drugie liście które odrosły, są równie smaczne, tyle tylko, że dziurawe jak sitko. Sałata lodowa wczoraj po raz pierwszy wylądowała na stole i smakowała WYJĄTKOWO!  


Nie dość, że pierwsza, to jeszcze wielka zdrowa i chrupiąca :)

Plastikowa siatka, której oryginalnie używa się jako osłony przeciw ptakom/szpakom na wiśniach itd. a która do tej pory dzielnie chroniła nasze uprawy przed sarnami, została zastąpiona drucianą "klatką". Klatki zrobiliśmy z siatki/maty zbrojeniowej o oczkach 10 x 10 cm. O ile miałam strach przed formowaniem tej siatki, o tyle okazało się, że był to pryszcz w porównaniu z malowaniem cienkiego, żebrowanego drutu z dużą ilością połączeń i rogów.... Na pomidory klatki nie robiliśmy, chwilowo nasze pomidory sarnom nie smakują, wiemy bo już próbowały. Zastanawialiśmy się, czy przez te otwory nie będą nam sarny podjadać roślin, ale i gdyby, to spustoszenie będzie tylko na odległość wciśnięcia pyszczka nie więcej.




Fasolka szparagowa rośnie jakoś tak niechętnie i powoli. Strasznie ciekawa jestem plonów. Mamy posadzoną fasolkę o fioletowych, żółtych i zielonych strąkach, na strąki w kolorze czarnym nie miałam odwagi. Fasolkę sieję +/- co dwa tygodnie, teoretycznie, żeby plonowała dłużej. Jak będzie w praktyce czas pokaże.


W doniczkach rosną pomidorki koktajlowe. Są trochę mniej spektakularne, niż odmiana "Bycze serca" ze zdjęć wyżej. Były posiane prawie miesiąc później, ale wyglądają zdrowo i kwitną. :)


Jak dotąd możemy powiedzieć, że skrzynie to fajna sprawa. Nie trzeba się schylać, można sobie przysiąść na brzegu i np. wyrywać chwasty. Jako, że po ziemi w skrzynkach się nie chodzi nie jest ona zbita. Plusem jest szybsze nagrzewanie się ziemi, a minusem szybsze jej wysychanie i w związku z tym, codzienne podlewanie. O upalnych dniach ani nie chcę mówić. Czeka nas kilkudniowy urlop i już kombinujemy jak sobie, a właściwie osobie, która będzie nam podlewała nasze uprawy ułatwić życie. Jak coś co będzie działało wymyślimy, to damy znać.

Pozdrawiam 

PS. .... w języku czeskim jarzyny, warzywa to po prostu zelenina  :)





wtorek, 14 czerwca 2016

Pergola - tadaaam -finito

Witajcie na tarasie :)

Trochę to wszystko trwało, ale już poskładaliśmy puzzle, zamontowaliśmy drewniane "żaluzje",przywieźliśmy meble, posadziliśmy rośliny w donicach i nie tylko i.... używamy sobie. 😊



W pasie, przed elewacją zostały posadzone miskanty,

z "widokiem" na ulicę.

A teraz kilka zdjęć detali. 
W ceownikach zostały nawiercone otwory przez które przymocowaliśmy grube deski.



Łaty na żaluzje zostały zaimpregnowane a następnie zaolejowane i po wyschnięciu, przykręcone na "mijankę" do drewnianych elementów słupów.





Jak na razie łaty są przykręcone pojedynczymi wkrętami, ale docelowo będzie tam jeszcze jeden, stąd obecne mocowanie nie jest w centralnej części ani łaty, ani deski.


Przyznam, że efekt nas cieszy. Zostały nam jeszcze drobiazgi ale ze względu na pogodę obawiam się, że przed planowanym na koniec tygodnia urlopem nie zdążymy. Uzyskaną pod tarasem przestrzeń chcemy wykorzystać na przechowywanie powiększającej się liczby donic, doniczek i innych mniej lub bardziej potrzebnych rzeczy, którym warunki atmosferyczne przeszkadzać nie będą. Czeka nas więc, wymyślenie jak to zrobić, żeby się nie narobić a żeby był tam w miarę praktyczny dostęp. 
W przyszłym roku/sezonie planujemy zamontować markizę przeciwsłoneczną, tak więc, wybieranie materiału, dobieranie koloru, detale dot. sposobu montażu i inne drobiazgi.  

Kolejnym zadaniem, które nas czeka, będzie czyszczenie betonowych płyt na tarasie.
W tak zwanym międzyczasie, reklamowaliśmy płyty tarasowe. Podczas transportu płyty są od siebie oddzielone "plackami" sylikonu czy czegoś tam. Niestety po ułożeniu płyt i odklejeniu owych placków, okazało się, że pozostały pod nimi plamy. Jako, że zbliżała się zima postanowiliśmy do tematu wrócić na wiosnę. Właśnie odezwała się firma produkująca owe płyty. Powiedzieli, że przyślą ekipę, która płyty wyczyści i zakonserwuje. No zobaczymy jak to będzie wyglądało. Plam nie chcemy, ale jak pomyślę o tym, że mielibyśmy mieć wymienione wszystkie płyty na nowe to też nam się odechciewa.




a tak wyglądają owe plamy/placki
i tu
a tutaj to już cały wysyp
Pozdrawiam i do następnego wpisu.

czwartek, 9 czerwca 2016

Grill - jeszcze kilka dni i rozpalamy

No może wreszcie się uda coś zjeść z tego grilla... Sąsiedzi już się czujnie przyglądają i czekają na sygnał (dymny sygnał myślę).

 

Grill zaplanowaliśmy dość wysoki i dość masywny, więc potrzebne były solidne fundamenty. Jego wysokość po sprawdzeniu z powszechnie dostępnymi gotowymi grillami nie jest aż tak zatrważająca, jak by się to mogło wydawać, niemniej jednak 235 cm + dach + szerokość, robią swoje.

Po pracach papierkowych, po obliczeniach, zmianach, wykresach itd, przyszła kolej na prace murarskie. 


...niech się mury pną do góry... 
...praca wre :) 



Ściany zostały wybudowane z ... - uwaga inżynierowie, podaję opis w wersji dla laików, więc proszę sobie przetłumaczyć :P "dziurawych pustaków wzmocnionych pionowym i poziomym zbrojeniem, z grubego drutu i zalanych betonem".


tutaj nazwa PUStaki pasuje jak ulał :)

Blat natomiast jest wykonany z gotowych betonowych elementów. 
Poniżej zdjęcia grilla z dachem i z wewnętrznym (niewidocznym) wkładem kominowym.



Wkład kominowy, przed

przed malunkami,
i po malowaniu :) specjalną farbą do piecy i kominków wytrzymująca temperaturę +700 stopni.

po malunkach :)

Od góry, ale pod dachem, otwór grilla został zakryty drobną, stalową kratą, żeby uniemożliwić zakładanie gniazd ptakom i wrzucanie śmieci co dowcipniejszym wakacjowiczom. Jeszcze się wprawdzie nic takiego sie nigdy nie zdarzyło, ale wszystko jest możliwe. Oficjalna wersja brzmi, ptakom. :)

dach i nóżki czekają na pomalowanie


Na koniec dach, drzwi i wszystkie wewnętrzne uchwyty od miniwędzarni zostały pomalowane. Ściany grila zostały zagruntowane a tym samym przygotowane pod tynk elewacyjny, którym planujemy wykończyć grill, ale to dopiero na początku jesieni. 


Teoretycznie, to wygląda na finisz, ale w praktyce musimy jeszcze przykleić docięte już płytki szamotowe na palenisko, zamontować prowadnice do rusztu i najważniejsze,  PRZETESTOWAĆ.



A to wszystko już za kilka dni. Obawiam się, że bedę tak zajęta sprawdzaniem i testowaniem, że nie będzie czasu na fotorelacje, ale jak to wygląda, wiecie przecież wszyscy.

rukola juz rośnie w skrzyniach, aaaaa juz sie nie mogę doczekac tego smaku
omniomniom
wersja dla wegetarian

Pozdrawiam i jako, że jest już czwartek  ;) miłego weekendu!!!