środa, 13 lipca 2016

Pchli cyrk

Lato mnie blogowo rozleniwia. Jak mam chwilkę czasu to zaglądam czy inni obserwowani przeze mnie blogerzy coś napisali i dziwię się, że mają tak samo. Pogoda do tej pory nas rozpieszczała bo świeciło, grzało i piekło i to tak, że założyliśmy na tarasie zasłony. Przy pierwszym podejściu założyliśmy białe, ale biel w połączeniu z ostrym słońcem nas oślepiła, tak więc zostały wymienione na ciemnopopielate. I to był strzał w 10! Nie rzucają się w oczy, bo wykończenia mamy czarne lub właśnie antracytowe. W mega upalne dni jest za nimi przyjemnie.


Teraz pogoda nas rozpieszcza jeszcze bardziej, bo pada.

Donice na tarasie to jedyne miejsce, w którym żurawki nie są podgryzane przez sarny.

A co w ogródku warzywnym? Pierwsze sałaty w skrzyniach urosły i zostały zjedzone/rozdane, drugie już też finiszują a małym wysianym, chyba przez te upały wcale się nie chce rosnąć. Fasolka szparagowa zaczyna kwitnąć a koper włoski nabiera kształtów. Dorobiliśmy się też beczki na wodę, codzienne rozciąganie węża mnie znudziło a i woda jest cieplejsza. Ten pomysł jeszcze udoskonalę, ale jak na razie beczka się sprawdza. Moja miłość do pomidorów "Bycze serce" maleje z każdym następnym chorym pomidorkiem. Podlewam jak trzeba, tylko na korzenie, nie moczę liści. Opryskałam zapobiegawczo 2 razy. Nie padało, więc wilgoci nie było a małe pomidorki gniją wrrr. Doczytałam, że ta odmiana jest wyjątkowo nieodporna. :( Ehhh w następnym roku posadzę inne odmiany.




 Na młodej, wysianej rzodkiewce zamieszkały czarne pchełki i wcinają liście.
Sitka z liści :P

 Jak do tej pory moja walka z nimi wygląda następująco: 
  • ja im robię "środę popielcową"- grzesznice zmykają, 
  • wiatr lub woda zmywa popiół, 
  • pchły wracają i znowu papu, 
  • więc ja znowu popiołem 
  • i tak w kółko. 
A ktoś mi powie że się nudzę. :) Aż się boję co będzie dalej, posadziłam kapustę chińską Pak Choi jako poplon, hmmm i z tymi pchłami to jednak może być cyrk. 

Kapusta chińska Pak Choi, bardzo jestem jej ciekawa :)
Tak patrzę i tak myślę, czy ja jej aby za gęsto nie posiałam i jeśli mnie oczy nie mylą ta rośnie w wodzie.
Mądrzy ludzie tu wprawdzie piszą, żeby przykryć kiełkujące rośliny firanką - skąd ja wytrzasnę firankę...lub białą gęstą tkaniną - no to już prędzej. Szczelnie. Tak, aby się tam nie dostały. Nie dość, że mam siatkę przeciw sarnom, to jeszcze będzie biała płachta przeciw pchłom.




Wracając do deszczu. Jak do tej pory, od czerwca padało 3 razy. Przyznam się, że letnim sezonem grzybowym mam zapełnioną całą szufladę w zamrażalniku. Na jesienny muszę jeszcze poczekać, chociaż kto wie, kto wie, może po tych ulewnych deszczach coś wyrośnie, będę czujna i będziemy chodzić na miłe spacery a nawet napiszę, że chętnie dam sie zaskoczyć. :) Tylko gdzie ja te wszystkie grzyby później upchnę?


Mieszanka wszystkiego, grzybki, grzyby i grzybole.
Gigantus :)
Co poza tym? Sezon ogórkowy w pełni.  Na zewnątrz a po krakowsku na polu, pada, więc idę do garów :) 
Drobnym druczkiem napiszę, że to moje pierwsze w życiu korniszony.
Kilka lat temu, na Mazurach, Petr poznał smak małosolnych, teraz pojawiają się u nas regularnie.
Małosolne - tu dzień "0" ale wiemy, że te jednodniowe są najlepsze!.
Pozdrawiam!



czwartek, 7 lipca 2016

Góry Stołowe bardziej foto niż relacja

Witajcie,

dzisiaj kilka zdjęć z naszego krótkiego urlopu w Górach Stołowych w Polsce. W Czechach 5 i 6 lipiec są dniami wolnymi od pracy, tak wystarczyło sobie wziąć urlop na poniedziałek i mieliśmy dłuuugi weekend. Celem wyjazdu były Góry Stołowe a dokładnie Szczeliniec i Błędne Skały.









  Borówki były wszędzie. Dla nas, mieszkających pod lasem, taki obraz to............. rzadkość, u nas w ogóle borówek nie ma. :(



 Gdy czytałam opis trasy w internecie znalazłam informację, że na Szczelińcu są niestety (lub jak kto woli stety) wykute w skale schody, no potwierdzam niestety są. Jedne takie, że normalny, zdrowy, dorosły człowiek plącze nogami i chwilami pokonuje po dwa a chwilami mają z 50 cm wysokości i wtedy trudno pokonać jeden...



Na szczycie.... tylko tam mieliśmy sygnał :P


Na instagramie ktoś to zdjęcie podpisał "piknik pod wisząca skałą" :)
Z Karłowa do Błędnych Skał poszliśmy po zielono/niebieskim, albo niebiesko/zielonym szlaku, widoki były zachwycające.
Zmokniemy? Nie zmokniemy?
Chwilami kolor nieba był wręcz kobaltowy.
Z takim przewodnikiem nie zginiesz - mam na myśli ubranie maskujące.
Błędne Skały przywitały nas tłumem zwiedzających, zrobienie zdjęcia bez pasażera na gapę graniczyło z cudem.


Droga powrotna wiodła przez szczyt Skalniak, a jego uroda wynagrodziła nam zwiedzanie Błędnych Skał w kolejce.


To był prawdziwy skalny ogródek - skalniak na Skalniaku 915 m.



Takie klimaty to ja lubię.




Koronkowy wzór korzeni wyrwanego drzewa.
Na koniec skała ze Szczelińca.

Czy tam jeszcze kiedyś wrócimy?
Dziś już normalny, roboczy dzień. Podczas naszej nieobecności porządnie popadało i ochłodziło się , tzn jest tylko 26 stopni, ale meteorolodzy już zapowiadają powrót afrykańskiego lata. Tak, że idę robić ogórki małosolne. Pozdrawiam.