poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Czarne trąbki


Witajcie 

Wróciło lato a wraz z nim afrykańskie upały i co? I skończyło się "rumakowanie". "Rumakowaniem" nazwałam uprawianą przeze mnie przez ostatnie dwa tygodnie czynność, którą inni pospolicie zwą grzybobraniem. A skoro grzybów już nie ma*, mam deko więcej czasu aby Wam napisać co zbierałam. Chodząc po lesie i szukając prawdziwków, podgrzybków, kozaków czy też maślaków wielokrotnie natykałam się na małe, czarne, dziwne trąbki. Początkowo myślałam, że są to po prostu uschnięte lub spleśniałe grzyby. Wreszcie któregoś dnia przytargałam kilka do domu i po konsultacji z wujkiem Google okazało się, że te czarne grzybki kształtem przypominające kurki to Lejkowiec dęty.  



Grzyb jak najbardziej jadalny. Jak doczytałam, w różnych częściach Polski nosi różne nazwy: cholewka, trąbka, lejek, skórzak, kominek, czarna kurka, wronie uszy, wroniaki, stroczek. Czeska nazwa to "stroček trubkovitý". Przez pół dnia powtarzałam sobie tą nazwę, żeby na koniec i tak zapomnieć. Jednak po uzbieraniu pierwszych 3 kg już zapamiętałam.

3 kg! Lejkowca dętego :)

Jest to chyba jeden z brzydszych grzybów jakie spotkałam na swojej leśnej drodze. Chociaż z czasem zaczęłam w tej brzydocie widzieć piękno. Najbardziej dla mnie pocieszającym faktem było, że nie mogę tego grzyba pomylić z niczym innym, no może tylko z również jadalnym pieprznikiem szarym, nazywanym w moich rodzinnych stronach szarą kurką. Ale zamiana jak widzicie byłaby niegroźna. Na zdjęciu, po lewej ususzony pieprznik szary (czyli wyżej wspomniana kurka), a po prawej lejkowiec dęty. Różnica niewielka nawet po ususzeniu.


suszony pieprznik szary i lejkowiec dęty
Są koloru popielatego, popielato- brązowego, z czasem czarne, skórzaste z nieregularnymi łuskami oraz z wywiniętym w trąbkę brzegiem kapelusza. Nie są atakowane przez szkodniki, jedyna niespodzianka jaka Was może tam spotkać, to ukryte w lejku małe ślimaki. Grzyby doskonale się maskują, wśród liści, są wręcz niezauważalne, ale jak już wasze oko namierzy delikwenta, to możecie zbierać garściami, bo zwykle rosną w większych grupach.

Lejkowce świetnie się maskują, ich barwa zlewa się z tłem.
A poniżej już na kuchennym stole.



Po kilku deszczowych dniach lejkowce obrodziły i mam nadzieję, że nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa, bo nasza z nimi przygoda dopiero zaczyna się rozkręcać.
8 kg !!!
Część została zamarynowana i przyznam, że wyglądają mrocznie. Grzyby same w sobie mają korzenny smak, w związku z tym zalewę zrobiliśmy delikatniejszą.

Lejkowiec dęty w marynacie słodko- kwaśnej.
Marynowane, testowane, zatwierdzone.
część została ususzona, 
suszone.
a z części powstał farsz do mega pysznych pierogów, kombinowałam też mieszankę lejkowiec + tymianek + boczniak. Wygląda intrygująco a smakuje obłędnie. Polecam.
Boczniaki, tymianek, lejkowiec.
inne przepisy na dania z lejkowcem znalazłam tutaj.
No i sama sobie narobiłam smakaaaa, omniomniom, jakie to było pyszne...
Nie mroziłam tych grzybów, bo po pierwsze, jakoś tak mi to mrożenie do nich nie pasuje, a po drugie już nie mam miejsca w zamrażalniku (nawet w tym nowym kupionym, specjalnie na jesień;).

są, są dzisiaj byłam i przyniosłam kosz ale czymże są owe 3 kg w koszu do przynoszonych wcześniej 8-10 kg...

wtorek, 23 sierpnia 2016

Grzybowy nerd czy grzybowy geek?

Witajcie,

jakiś czas mnie tu nie było, no niby byłam, ale jednak. Byłam w lesie i "zbierałam" pomysły na nowy post. A jakie pomysły? Smaczne.
Po długich, letnich suszach przyszły deszczowe dni. A z deszczem w lesie pojawiły się wszelkiego możliwego rodzaju grzyby. I tak ja, rok temu jeszcze grzybowy nerd, dziś biegam po lesie i z szaleństwem w oczach zbieram grzyby. Biegam wprawdzie z atlasem w ręce a następnie, dla pewności Petr je sprawdza jeszcze raz, ale i tak pękam z dumy. Nie, żebym była mistrzem w grzybobraniu, bo skoro jest ich taki wysyp, to samej czynności schylania się nie można nazwać mistrzostwem, ale zbiory są niezłe.  A teraz nasyćcie swoje oczy. W dużym koszyku jest jakieś 6 kg :), jak widać z racji oszczędzania miejsca u większości grzybów nóżki pozostawiam w lesie. Wyjątek stanowią maślaki i zdrowe nogi borowików.






A skoro zbiory są duże, to po powrocie do domu czeka mnie oczywiście oczyszczanie a następnie przerobienie tego leśnego "złota".



I tak, część marynuję w zalewie słodko- kwaśnej.  



Część mrożę. 
Nie podsmażam na tłuszczu, po prostu kroję, wrzucam do woreczka i do zamrażarki. Wykorzystuję później jako dodatek do sosów, zup, nadzienie do pierogów itd itd.
W tym roku panierowałam prawie kilogram borowików i w takim stanie je zamroziłam. Wychodzę z założenia, że skoro można kupić mrożone, panierowane paluszki rybne, to ja mogę mieć mrożone, panierowane "paluszki" grzybowe.



Znikomą część zbioru suszę ale tylko po to aby z niej uzyskać po zmieleniu mączkę grzybową. Rzadko jej używam, ale właśnie dlatego suszę mało, za smakiem suszonych grzybów generalnie u nas w rodzinie nikt nie przepada.



No a część oczywiście od razu ląduje na talerzu :) 


Pozdrawiam, Was serdecznie i zmykam na fitness (czyt. do lasu, na grzyby;)