sobota, 19 listopada 2016

Czego nie jedzą sarny

Witajcie,

dzisiaj, kiedyś, bardzo przeze mnie poszukiwany wątek, (chociaż w dalszym ciągu co jakiś czas wracam do tego tematu) a mianowicie: Czego nie jedzą sarny? 
Czego nie jedzą, albo może jakich roślin unikają? Jakie omijają, co zostawiają w spokoju?
Jest to subiektywny spis, bo być może te moje, morawskie sarny mają inne gusty i u Was w innych okolicznościach przyrody będzie inaczej, ale o tym chętnie poczytam, więc piszcie.
Doświadczenie mam niewielkie, bo tylko rok obserwacji, ale coś tam już się sprawdziło, więc do dzieła:

Na pierwsze miejsce bezkonkurencyjnie wysuwa się:
  • juka kalifornijska - nie jedzą, nie żeby nie próbowały, próbowały, przeżuły i odpuściły sobie, bo chyba zbyt żylaste, łykowate czy jak tam kto chce.


Trawy
  • miskanty- chyba sprawa podobna do juki, mam na myśli liście,

  • rozplenice
  • spartyna grzebieniasta
  • stipa tenuissima ponytails 
  • kostrzewa sina - na wczesną wiosnę młode przyrosty były lekko poobgryzane, ale nie były wygolone :)
Kwiaty
  • tulipany





  • liliowce - na wczesną wiosnę młode wyrastające listki zostały lekko poobgryzane, ale później już przez cały sezon był spokój, trochę to podejrzane, ale....

  • irysy- absolutny brak zainteresowania,

  • goździki- brak zainteresowania

  • żonkile- brak zainteresowania,



  • piwonie- że nie jedzą, to teoria, u mnie nie jedzą, ale u sąsiada zostały tylko łodygi,


  • czosnki- całkowity brak zainteresowania,


Zioła i jarzyny

  • szałwia - późną jesienią jakaś odważna "koza" postanowiła jednak poobgryzać kwiaty, hmm, przez cały sezon był spokój,

  • lawenda,




  • mięta,
  • rozmaryn,
  • bazylia,
  • tymianek,
  • koper, koper włoski/fenkuł


  • pomidory- tu mam sprzeczne informacje, z moich 15 krzewów nie zjedzony został przez cały sezon ani jeden listek, u sąsiada na 5 krzakach (które dostał ode mnie, NIE ZOSTAŁ ani jeden listek!).

Krzewy


  • forsycja,


  • bukszpan- zupełny brak zainteresowania,



  • krzewy ostrokrzewu, 
  •  mahonia- teoretycznie, bo praktycznie to rok temu coś mi jednak obgryzło młode listki, w tym roku spokój,

  • berberysy 

  • laurowiśnia- u jednej zapuszczonej chaty w lesie rośnie jak szalona i nie nosi śladów obgryzania, a u mnie, na krzaczkach rosnących obok grilla, młode przyrosty czasem znikają, 


Jeśli, macie doświadczenie i jakieś sprawdzone rośliny- to piszcie. Chętnie je dosadzę w swoim ogrodzie, bo zanim mój żywy płot urośnie na tyle, aby ograniczyć dostęp saren, minie kilka pięknych lat.



niedziela, 13 listopada 2016

Sezon słoikowy- otwarcie

Witajcie

Sypie! Sypie! Sypie! No śniegiem sypie. A skoro sypie, to sezon, na jedzenie przetworów na zimę, uważam za otwarty!

Omniomniom, pyszności!

W tym roku, w kwestii produkowania przetworów na zimę przeszłam sama siebie. A co tam w tym roku, ja w całym swoim życiu nie zrobiłam ani 1/10 tego co teraz. Wszystko, co tylko nie zdążyło przede mną uciec, to skończyło w słoikach. Żeby nie było, kupiliśmy zamrażarkę, ale i ona nie chce się rozciągnąć.
A co zagościło na piwnicznych półkach? Nie ukrywam, że wśród przetworów prym wiodą grzyby, zaraz po nich papryka, czerwone buraczki i ogórki. 
Zacznę chronologicznie, chronologicznie tzn. wg tego jak ja robiłam:

  • miodek z mlecza ;) relacja tutaj, śmiało klikajcie ,
  • sok z kwiatów czarnego bzu, w tym roku fotorelacji nie było ale wszyscy ciekawi jak się To robi, znajdą przepis w starym poście,
  • ogórki w Polsce zwane korniszonami, czyli po prostu w zalewie słodko- kwaśnej ok 50 słoików,
To były zapachy, koper, czosnek mmmm

  • ogórki małosolne- te były spożywane na bieżąco,
  • grzybki, grzyby i grzybole, narobiłam tego chyba z 250 słoików, mieszanki, prawdziwki i lejkowce, mam szmaciaka, sarniaka i Bóg wie co jeszcze :) o mrożonych przez skromność nie wspominam, albo wspomnę bo mam pięknie pokrojone i opanierowane borowiki, kanie i purchawkę olbrzymią, mmmm
  • sok z malin,
  • sok z owoców czarnego bzu, z kwiatów, których nie zerwałam na wiosnę dojżały śliczne czarne owoce, które w przeciwieństwie do owoców śliwy tarniny zdążyłam zebrać przed ptakami,
  • dżem z owoców z czarnego bzu,
  • buraczki czerwone w zalewie octowej- trochę słaba mi wyszła...hmmm,
  • sałatkę z buraczków, papryki i cebuli- re-we-la-cja,
  • paprykę w zalewie słodko-kwaśnej,
  • paprykę grillowaną w tej samej zalewie, 
  • sałatkę z papryki i cebuli- nie chciałam jej robić, ale jak dostałam, z niczego nic 15 kg papryki, to mnie wena twórcza opuściła i zrobiłam i jest....pyyyyszna,
  • leczo wegetariańskie, bo znowu dostałam paprykę :/ a i był urodzaj na pomidory :)
  • przecier pomidorowy,
  • fasolkę szparagową- tutaj nad słoikowaniem muszę jeszcze popracować, bo ta moja jakaś oporna jest i po dwukrotnym pasteryzowaniu i tak się złośliwie pieni.
  • gruszki w zalewie bardziej słodkiej niż kwaśnej, 
Gruszki przed obgotowaniem

mmmm :)


W sieci, na blogu "Dorota smakuje" znalazłam ściągę "Kiedy co i z czego przetwarzamy", super pomysł, bo nie dość, że autorka przypomina, że to "już", to jeszcze podaje przepisy.
    Miałam jeszcze w planach wyruszyć do lasu zbierać nasiona buka.


    nasionko buka

     Jadł już ktoś z Was prażone nasiona tego drzewa? Ja jeszcze nie i właśnie dlatego chciałam spróbować. No, ale w tym roku nie zdążyłam. Jesień była bardzo mokra i z malutkimi, ale to naprawdę malutkimi wyjątkami brzydka. Ale, żeby nie było, że się uskarżam, miało to też swoje plusy, nie było corocznego ataku tysięcy biedronek i ładnie rosły boczniaki.







    piątek, 11 listopada 2016

    Bałagan ogrodowy, anty- depresyjny

    .....czyli, że dzisiaj będzie o ogrodzie :), noo wiem, wiem ZNOWU NUDA. Ale mnie z taką nudą dobrze, fajnie i nawet jak jest tak szaro, buro i ponuro i tak depresyjnie, to jednak coś w tym jest i jest fajnie i ma swój urok i kropka.

     Jako, że jest mokro i co chwilę pada deszcz, a ostatnio i deszcz ze śniegiem, nie ma opcji, żeby skosić trawę. Miałam w planach dosiać na miejsca, gdzie były puste placki, nową trawę, nawet w tym celu odbyła się wyprawa po ziemię i został dokonany zakup nasion, ale od następnego dnia zaczęły się deszcze i ta sytuacja trwa z mniejszymi i większymi przerwami już prawie dwa miesiące. W pojemnikach z ziemią mam mięciutkie błotko i wizja paćkania nim na posiane nasionka mnie tak jakoś zniechęca. Za to w miejscu gdzie trawa została posiana we wrześniu, bez posypywania jej super ziemią, wyrosła już i nawet nadawała by się do pierwszego koszenia. Ale mokro jest ....


     Z okolicznych drzew spadają tony liści, które wiatr nawiewa na nasz podjazd, zasypuje nimi trawnik, schody. To ten czas, kiedy osobie, która wymyśliła odkurzacz do liści przyznałabym jakąś nagrodę.
    Co poza tym? Ze zwiększona intensywnością odwiedzają nasz ogród żarłoczne sarny, które zjedzą wszystko co przed nimi nie ucieknie, zadepczą każdą grządkę, biegają po podjeździe, usiłują dzwonić do drzwi wejściowych a gdy człowiek stanie z nimi twarzą w twarz to potrafią na niego naszczekać. Zołzy jedne. 



    Nasz ogród to takie pole doświadczalne. Kupujemy i czekamy. Jak zjedzą, to już nie kupujemy. Dziwne przez to mamy rośliny. Pracuję nad postem o temacie "Czego nie jedzą sarny" - ten już wkrótce.
    Hortensje o posiadaniu których zawsze marzyłam, od dwóch lat mają wysokość roślin doniczkowych, bo nie mają szans urosnąć. Postanowiłam, że na wiosnę 2017 przesadzę je do doniczek i będą stały na tarasie. Nie miały szans urosnąć, a co dopiero zakwitnąć. Każdy nowy pęd, był z precyzją godną wysokiej klasy ogrodnika skracany. Właściwie, powinnam napisać, że gdy je kupowałam dwa lata temu, krzewy były wyższe niż są dzisiaj. 
    Jak na razie krzewy hortensji dostały białe ubranka. Ochrona bardziej przed sarnami, niż przed zima i mrozem. Tkaniny mam nadzieję te wredne kozy nie zjedzą.



    W przerwie między opadami deszczu dosadziliśmy 250 szt. grabów na żywopłot od północnej części działki. Chcieliśmy jeszcze posadzić 100 szt. od południowej, ale już chyba nie zdążymy. Skrzydeł rozwinąć nie możemy, bo czekamy na przesunięcie słupa elektrycznego, ale jak na razie budowa nowej linii energetycznej idzie im jak przysłowiowa "krew z nosa", no wprawdzie kopią, kopią z dwóch stron nawet i dwie duże stacje trafo już stoją i powiadomienie, że będą działać na naszej działce już też mamy, no ale... 


    Takich worków mieliśmy do posadzenia 8.
    Przed zimą chcemy jeszcze zrobić ostatnią "klatkę" z siatki na skrzynię. W przyszłym roku hodowla pomidorów przejdzie lewel wyżej i będziemy mogli wykorzystać wolną skrzynię na poszerzenie ilości i rodzajów jarzyn. Lewel wyżej, oznacza, że zostaną zbudowane jeszcze min dwie skrzynie i staną na pierwszym, górnym, ziemnym tarasie. 
    Zakupiliśmy też dwie duuuuże, plastikowe beczki na wodę.



    To tak, żebym co wieczór z wężem latać nie musiała. Beczki, kupione przed miesiącem, na żywo widziałam dopiero dwa dni temu, bo posłali je na adres jednej dobrej duszy, która je chwilowo przechowuje w swojej piwnicy i mówi, że się jej te beczki z urnami na prochy kojarzą. Kurier za to myślał, że to bębny. No zobaczymy, co powiedzą sąsiedzi :). 

    Zaczęły rosnąć boczniaki, na początku tak trochę opornie, ale jak widzimy im chłodniej , tym im lepiej idzie. 
    O szaleństwie jakie odgrywa się na pniu u sąsiada nie wspomnę. Popatrzcie sami i zazdrośćcie.



    I to jak na razie tyle z ogrodowego bałaganu, podłożę jeszcze do kominka dwa brykiety, (no wiem, wiem że bardziej romantycznie brzmiało by, że dwa polana, ale drewno dębowe jeszcze nie wyschło i smoli nam szkło od kominka) zjem resztkę czekolady i będę rumakować.