piątek, 30 grudnia 2016

10,9,8,7,...

Kochani, jako że odliczanie już trwa, to będzie krótko i zwięźle.

Życzymy Wam aby Nowy Rok był dokładnie taki, jak go sobie wymarzyliście i oby się spełniło!



 Grażyna i Kasia  

wtorek, 27 grudnia 2016

Między wierszami, między Świętami

Kto miał śnieg na Wigilię? Ręka do góry!!! 🙋



To nic, że w nocy stopniał, że zmył go deszcz, ale był i cieszyliśmy się z niego jak dzieci. 



Co poza tym? Sami wiecie, albo nie wiecie, że jak się na Święta podróżuje daleko, to człowiek szczęśliwy jest jak już wróci do swojego domku i nareszcie nic nie musi.
Jako że wyjeżdżaliśmy na całe Święta, nie kupowaliśmy choinki. Ale w czwartek, zauważyłam wyrzucone przez sąsiada, poobcinane gałązki świerków. I tak powstała, może trochę krzywa, trochę śmieszna i trochę udająca świerk pospolity w płaczącej odmianie "choinka". I BARDZO  się nam spodobała, nie tylko choinka, ale i koncepcja, taki recycling i tak już będziemy chyba robić.

Zorganizowaliśmy patyk na pień,


trochę zieleniny,

...świerkowe, sosnowe czy jakieś inne gałązki
i wszystko związaliśmy drutem, no z miłością 😉 związaliśmy.


A taki jest efekt końcowy.


💕

A w domu, tak jak byśmy zostawili młodego psa bez nadzoru. Sarny, chyba z tęsknoty za nami, urządziły sobie kolację wigilijną, gdzie daniem głównym były WSZYSTKIE nasze tuje. Zostawiły tylko gałązki. Ehhh. 
  



Powyżej zamieszczone zdjęcia powinny być antyreklamą środka odstraszającego sarny i zające, no odstraszającego jak odstraszającego, powinno im nie smakować, bo niby gorzkie ma być. Gorzko to teraz jest, ale mnie 😕😕😕.

A sarny to obchodzi tyle co na zdjęciu poniżej. 

Widzę plusy, widzę plusy...gnojek mi zostawiły 😂
Biegnę podłożyć do kominka i byczyć się, czego i Wam z całego serca życzę. 




poniedziałek, 19 grudnia 2016

Ciasteczkowy potwór

Chuchnęło, dmuchnęło i Święta idą.

Na nic nie mam czasu. Kto powiedział, że ludziom na starość nie potrzeba tyle snu, że niby śpią krócej. No ten kto to powiedział/wymyślił albo ściemniał, albo ja w tym domku pod lasem się nie starzeję. :P
Jak się tylko robi ciemno to zaczyna się koncert, moje łóżko śpiewa syrenim głosem. Nie myślcie, że nie walczę z pokusami, walczę, ale tak w okolicach 21 mój opór się łamie i polegam.
Za kilka dni Święta!!!! Pierwsze dwa tygodnie grudnia mówiłam sobie spoko, "muza świątecznej gorączki"  przyjdzie. Ale 11 grudnia ogarnął mnie niepokój. Co jest? Tak mnie w ogóle to nie wciąga. Ani kupowanie prezentów, ani pieczenie "Vanocneho cukrovi" Uuuups. No to zmusiłam się. Nie chciało mi się, na maxa nie chciało. Ale obiecałam rodzinie w Polsce, że przywiozę czeskie ciasteczka, a skoro "słowo się rzekło, to kobyłka u płota".  I w tym całym moim niechciejstwie nawet mi te ciasteczka całkiem dobrze szły. Aż do momentu, kiedy zaczęło mi się to podobać, bo od tamtej chwili, kompletna klapa.  Jak tak dalej pójdzie, to za tydzień będę wyglądała jak ciasteczkowy potwór. Tylko zamiast być niebieska zzielenieję ze złości.


Sukcesem, muszę nazwać must be czeskich świąt, czyli "vanilkove rohliki" , niewiele nazwa ma wspólnego z rzeczywistością, bo wanilii jest tam tyle co kot napłakał. Powinny sie nazywać orzechowe rogaliki :)

Wyglądają uroczo, poza oczywistą wadą, jaką są kalorie mają inną wadę "szybko znikają".

i "linecke", czyli innymi słowy maślane :)


 


Laskonki, które rok temu wyglądały cudownie, 


w tym roku były jakąś szarą, ponurą, płaską klapą.


Jako, że wyżej wspomniana muza nadal się nie pojawiała, zainwestowałam w dopalacze ;)

Grzane winko z owocami, mmmm.
Kontynuując użalanie się nad swoim kuchennym losem przyznam się, że: zamiast klawiszy udało mi się upiec placek klawiszowy, 
zamiast neapolitańskich kapeluszy miałam, jakiegoś plackatego stwora, 
pralinki czekoladowe przemoczyły kakao i wygląda to tak..... no tak jak wygląda, lukier z tubek do ozdoby okazał się w przeciwieństwie do wyrafinowanej ceny nędzny, ....itd, itd za to, wyśmienicie mi się z tych niepowodzeń powiodła cała gama bajaderek....z rumem :), ofkors.

Pijane bajaderki.

Noo dobra, nie tylko pijane bajaderki zrobiłam, niepijane zrobiłam też. A tak wygląda mniej więcej mój talerz domowych cukrovi. Kolejna partia klawiszy się jeszcze studzi i na jutro zaplanowałam takie jedno orzechowe ciastko na andrucie. Ci którzy go znają, kiwną głowami, że warto się pomęczyć. Ciekawe co powiem jutro. Po upieczeniu.


Teraz jeszcze tylko zapakować prezenty, bezpiecznie dotrzeć do Krakowa i Święta przybywajcie!!!

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Dyrektor marketingu....



 ......do ptasiej restauracji poszukiwany. Na już!!! Bo zima idzie. Niebo czerwone, będzie mróz- mawiała babcia.



Witajcie,

Tak jakoś ten czas ostatnio ucieka, pędzi czy jak to zwał tak zwał ale ostatni tydzień, ostatni miesiąc a mam wrażenie , że i cały rok przeleciał mi przez palce, miał być post o przygotowaniach do Świąt, ale po napisaniu kilku zdań cyt.:

"I zaczęło się, w Polsce jak pamiętam, sklepy przynajmniej grzecznie odczekały aż uprzątnie się bałagan po Wszystkich Świętych i dopiero zasypywane były "Bożym Narodzeniem", ale tutaj nieee, tutaj już pod koniec października można było kupić ozdoby na choinkę. Lubię czas Świąt, z dzieciństwa pamiętam że największą radochę sprawiał nam śnieg i ubierana we wigilię choinka, w sumie nie był to zły pomysł, żeby dzieci się nie plątały po domu i nie przeszkadzały mamie i babci w kuchni, to przeszkadzały tacie w ubieraniu choinki. A teraz.... teraz mam mieszane uczucia co do całego tego przedświątecznego szaleństwa. Z jednej strony jest kolorowo, wesoło i bardzo komercyjnie "świątecznie", z drugiej strony co te dekoracje mają wspólnego z tymi prawdziwymi świętami i ich przesłaniem? Nie, żeby się we mnie jakiś zagorzały katolik odezwał, albo designer ale jak się rozglądnę, to sobie uświadamiam, że zaczyna być kiczowato "

Zniechęciłam się, coś się tam jeszcze we mnie tli tej świątecznej atmosfery, więc październikowo-listopadowego Świątecznego szaleństwa roztrząsać nie będę. Niech każdy sobie wszystko sam poukłada, ozdobi, wymyśli, ugotuje a nawet kupi prezenty dla zwierzątek, jest mi to rybka. 

Mam inne problemy. 
Problemy z marketingiem. Pomóżcie!!!
W mojej polskiej firmie, reklamą zajmowała się specjalne do tego stworzona ekipa profesjonalistów, teraz i tutaj mi ich brakuje. 

  • produkt najwyższej jakości- upss łojowe kule gdzieś zgubiłam,
  • opakowanie, to same plusy,
  • ciekawe,  
  • praktyczne, 
  • nie namaka/przemaka,
  • łatwe w utrzymaniu, złożyć, rozłożyć, umyć, 
  • kilka sposobów na ekspozycję, można postawić, powiesić, przykręcić do balustrady, do stojaka...





No takie cudo, a nie zwraca uwagi klienta, patrzę, podglądam i wzdycham "daj sobie czas". Staram się widzieć pozytywną stronę tego braku sukcesu, jakim jest porządek na tarasie. Kto ma karmnik na balkonie doskonale wie, że poza rozsypanymi nasionami ptaki zostawiają tam jeszcze inne"ślady" swojej bytności. Wiem, wiem, wiem. Ale wiem, że z radością przywitam pierwszego klienta. No to już, siup, siup.


Landhaus bird hous
... żeby to ta czarna kokarda odstraszała???
 Siedzę i czekam. Nie żebym wzięła dzisiaj wolne w pracy. Nie. Pracuję tylko 4 dni w tygodniu, bo jak się nie lubi wstawać w poniedziałek do pracy, to ....się ma wolne poniedziałki :) Ale wracając do wątku. 
Od soboty w restauracji pustki. No bo sami przyznacie, że nie mogę nazwać takich karmników stołówką.


...hmm kilka rzeczy muszę wyprasować, żeby tak deskę do okna odwrócić...